wtorek, 17 marca 2015

*Liebster Awards*

To nie rozdział jak widzicie, chociaż wątpię aby ktoś to w ogóle czytał xD
Jak widzicie po tytule zostałam nominowana do LBA. Mam nadzieję, że większość osób wie o co w tym mniej więcej chodzi. Mam lenia i nie chce mi się tego wyjaśniać xD Bez przedłużania- zapraszam do czytania :)
Za nominację dziękuję dziewczyną z Never be another one.


1. Podoba Ci się nasz blog?
 Tak. Jak na tematykę TVD jest dość oryginalny. Ciekawe połączenie postaci w pary, ciekawie zmienione relację między bohaterami w porównaniu do serialu i całkiem trafne dołączenie własnych postaci. 
2. Ile książek przeczytałaś/ przeczytałeś?
Jak, ze pytanie nie jest dokładnie sprecyzowane, odpowiem, ze przeczytałam ich dość sporo. Nie wiem czy mam podać jakąś konkretną liczbę na tydzień, miesiąc, rok lub więcej, dlatego niech będzie dużo. :D
3. Jakie seriale oglądasz?
 No to teraz pisania trochę będzie :D 
• Gra o Tron
• American Horror Story
• The Vampire Diaries
• Pretty Little Liars
• Teen Wolf
• Sherlock
• Agenci Tarczy
• Supernatural
• The 100
• The Flash
• Reign
• The Originals ( ale mam mega zastój i nie potrafię ruszyć dalej od bardzo dawna)
• Witches of East End
Oraz w planach rozpoczęcie około 34 jak na chwilę obecną :) Znając życie zacznę ich jeszcze więcej, ale na razie chce nadrobić wszystkie, które już zaczęłam, czyli niektóre z wyżej wymienionych.
4. Twoje ulubione piosenki?
Tutaj byłoby na prawdę dużo do wymieniania. Jeżeli na prawdę chce ktoś zobaczyć czego słucham, to zapraszam pod ten link, kilka pozycji zostało wymienionych. ***********
5. Twój ulubiony aktor/aktorka?
Nie mam ulubionej. Zbyt duża ilość aktorów i aktorek ma moją sympatię, więc trudno mi wybrać tego jednego najlepszego. Z tych, których lubię to między innymi są:
Aktorki:
• Angelina Jolie
• Scarlett Johannson
• Jennifer Lawrence 
• Natalie Domer
• Nina Dobrev
• Lily Collins
• Emma Roberts
• Emilia Clarke
• Helena Bonham Carter 
Aktorzy:
• Dylan O'Brien <3
• Brat Pitt
• Orlando Bloom
• Johny Deep
• Robert Downey JR.
• Ryan Guzman 
• Tom Hiddleston
• Evan Peters
6. Seriale oglądasz w telewizji czy w internecie?
W internecie.
7. Planujesz założyć jeszcze bloga?
Tak. I myślę, że nie jednego.
8. Skąd bierzesz inspiracje?
Nie mam jednego konkretnego źródła. Nieraz pomysł jakiś się narodzi podczas czytania czegoś lub oglądania, czasem podczas słuchania muzyki, niekiedy są to jakieś wydarzenia, które moje oczy są wstanie zarejestrować w rzeczywistości lub po prostu chwila ciszy i spokoju, podczas której mój mózg potrafi wymyślić 50 tysięcy rzeczy na minutę.
9. Ulubiona książka?
Nie ma takiej. Uwielbiam serię "Szeptem", "Wybranych", "Dary Anioła", trylogia "Igrzysk Śmierci", "Więżnia Labiryntu", serię "Wodospadów Cienia", Black Ice, "Misję 100", "Gwiazd Naszych Wina", "Ciemność przed Świtem" oraz "Love, Rosie".
10. Ulubiony serial?
Nie umiem wybrać w chwili obecnej pomiędzy Drą o Tron, American Horror Story, Pretty Little Liars oraz The 100.
11. Ulubiony film?
Nie mam takiego. Uwielbiam wszystkie filmy produkcji Marvel'a oraz wszelakie ekranizacje książkowe w większej lub mniejszej części podobne do pisarskiego arcydzieła. Oczywiście również innego typu filmy, ale to już chyba za dużo by wymieniać :)


Nominuję (jeżeli ktoś nie chce brać udziału- rozumiem, nie zmuszam):

Więcej nie wymyślę, wybaczcie.

Pytania:
1. Ile masz lat?
2. Skąd jesteś?
3. Ostatnio oglądnięty film?
4. Ulubione seriale?
5. Skąd pomysł na bloga?
6. Co uważasz o tak zwanych sezonowcach?
7. Masz swojego idola?
8. Ile książek w swojej osobistej biblioteczce?
9. Jakiej muzyki głównie słuchasz?
10. Masz już jakieś plany na wakacje?
11.  Co sądzisz o samookaleczeniu się?


Pozdrawiam,
Natalia G.
xoxo




poniedziałek, 9 marca 2015

Five

Niedziela minęła mi na ciągłym leżeniu w łózko i esemesowaniu z Jack'em. Pisaliśmy o wszystkim i o niczym. Czasem wydawało mi się, że nie chce mu się odpisywać na moje dość długie monologi, ale jeżeli po piętnastu minutach nie dawałam znaku życia-dzwonił.
Tata pod koniec dnia wrócił skądś tam i od razu przyszedł mnie przeprosić. Kupił jakieś czekoladki i siłą wyciągnął mnie do restauracji. Mój ojciec był idealnym typem faceta. Punktualny, zabawny, elegancki, zadbany, ułożony. Chodzący ideał. Nie był brzydki, ale nie będę mówiła o własnym ojcu zwłaszcza w jego wieku, że jest przystojny. Dziwi mnie fakt, że nie znalazł sobie nikogo. Kiedy byłam młodsza, nie chciałam żeby tata miał jakaś inną kobietę oprócz mamy. Jednak później doszłam do wniosku, że cały ten czas poświęcił dla mnie i miał prawo, aby w końcu być znowu szczęśliwym. Ale kiedy się temu lepiej przyjrzeć, to pojmuje czemu nie ugania się po klubach w poszukiwaniu nowej miłości. Nie zniósł by straty kolejnej ukochanej osoby. Na jego miejscu, też bym nikogo nie szukała.
Na drugi dzień była szkoła. Miałam dopiero na 11, ale oczywiście "kumple" ojca o godzinie 6 zrobili sobie spotkanie z piwnicy. Mój pokój znajdował się na drugim piętrze, więc żadne głosy nie wyrwały mnie z objęć Morfeusza. To warkot silników dobiegający zza okna to zrobił. Gdyby nasz dom był w centrum miasta, ludzie uznaliby mojego ojca za kretyna, który o 6 rano urządza imprezy w domu. Wygramoliłam się z łózka, wiedząc, że na pewno już nie zmrużę oka. Nałożyłam na siebie długi, czarny szlafrok i zeszłam do kuchni. Nie zastałam w niej nikogo. Zrobiłam sobie kawę i poszłam do salonu. Stamtąd lepiej było słychać o czym gadają w piwnicy. Nigdy nie byłam na żadnym spotkaniu. Chociaż nie raz ojciec z bólem serca angażował mnie w jakieś akcje, to informował mnie o tym osobiście a nie na tajnym spotkaniu wśród bandy tych przygłupów. Tym razem jednak było inaczej. Po piętnastu minutach próbowania przechwycić jakiegoś słówka, usłyszałam kroki. Schody były metalowe, a osoba, która była nadawcą kroków miała za pewne na sobie masywne buty i skórzane wdzianko. Nie myliłam się. Po chwili do salonu wszedł całkiem przystojny chłopak. Nie sądziłam, że mój ojciec ma takie ciacha w swojej grupie.
-Ty musisz być Emily.-zapytał mnie ze zniesmaczeniem w głosie. Jednak pan boski nie jest taki boski.
-Tak. O co chodzi? I kim jesteś?
-Nazywam się Dave. Twój ojciec chce abyś przyszła na dół.
-W jakiej sprawie?
-Mnie się pytasz? Wiem tylko, ze ostro się o to kłócili i potem kazali mi robić za niańkę.
-Nie potrzebuję niańki. Za chwile przyjdę, tylko pójdę się przebrać.- zmierzałam w kierunku schodów prowadzących na piętro, jednak chłopak chwycił mnie w okolicach łokcia i pociągnął do siebie.
-Słuchaj księżniczko. Niektórzy nie mają czasu siedzieć tam pół dnia, więc będziesz łaskawa i ruszysz swój tyłek prosto do piwnicy.-popchnął mnie w stronę drzwi do piwnicy. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, zrobić. Naskarżyć ojcu? Robić awanturę? Zacząć krzyczeć? I dlaczego powiedział do mnie księżniczko? Odwróciłam się do niego przodem, z zamiarem odpowiedzenia jakiejś ciętej riposty albo coś z tych rzeczy, jednak jego groźny wyraz twarzy mnie zniechęcił. Szłam dalej, nie zwracając na marudzenie mojego towarzysza za moimi plecami. Kiedy stanęłam na schodach prowadzących do piwnicy, naszła mnie jakaś fala paniki. Nigdy nie wchodziłam do piwnicy, gdyż była ona prawie cały czas zamknięta. Nigdy nie uczestniczyłam podczas spotkań. Nigdy nie kłócili się o to czy wysłać mnie na akację czy nie. Więc o co tym razem chodzi? Czego oni ode mnie chcą?
-Rusz się księżniczko.-warknął Dave popychając mnie tak, że omal nie spadłam ze schodów.
-Delikatniej może, co?
-Bo co? Poskarżysz się staremu? Taka jesteś twarda?
-Zaraz zobaczysz jaka jestem twarda.-odwróciłam się do niego i z całej siły przywaliłam mu pięścią w twarz. Syknął z bólu po czym popatrzył na mnie z iskierkami wściekłości w oczach.
-Teraz to przesadziłaś suko.-chwycił mnie za nadgarstki i przygwoździł do ściany. A konkretnie rzucił na tę ścianę. Ból rozszedł się po całych moich plecach. Później zaczął mnie ciągnąć po schodach, powodując moją utratę równowagi i mimowolne turlanie się ze schodów. Kiedy znalazłam się już na dole i jęczałam z bólu, Dave podszedł do mnie i trzymając za gardło pociągnął do góry. Próbowałam złapać powietrze jednak nie byłam w stanie tego zrobić. Wierciłam się i wierciłam, aż w końcu udało mi się coś zrzucić na ziemię. Bogu dzięki było to szklane i wywołało głośny hałas. Coraz bardziej brakowało mi powietrza. Zaczęłam bardziej się szarpać, jednak Dave nie wyglądał jakby go to coś obchodziło. Wzmocnił jeszcze bardziej uścisk na mojej szyi. Bogu dzięki do klatki schodowej przybiegło kilka osób i odciągnęli ode mnie chłopaka. Upadłam na ziemię kaszląc i gwałtownie nabierając powietrza. Po chwili obok mnie znalazł się ojciec.
-Co tu się do cholery stało?!-wrzasnął jak jeszcze nigdy dotąd. Przestraszyłam się go po raz pierwszy w życiu. Odszedł ode mnie i podszedł do mojego oprawcy. Rzucił go na ścianę i przywalił w twarz.-A więc to ty Mendes. Nigdy Cię nie podejrzewałem.
-Łatwo jest zdobyć twoje zaufanie. Kiedy Łysy mnie tu wysłał, bałem się że to udawanie potulnego pieska potrwa znacznie dłużej. Ale dwa tygodnie? Jesteś tak naiwnym kretynem, że...-nie dokończył zdania ponieważ mój ojciec wyciągnął spluwę i strzelił mu prosto między oczy. Z zaskoczenia i na serio prawdziwego paraliżu byłam w stanie tylko otworzyć szeroko usta i oczy. Nie wiem dlaczego po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Przyłożyłam dłonie do ust i dopiero teraz, kiedy moim oczom ukazało się zjeżdżające po ścianie ciało Davis'a zdobyłam się na pełen strachu pisk. Czterech mężczyzn znajdujących się w tym przedsionku odwróciło sie gwałtownie w moją stronę. Mnie jednak interesował tylko ojciec. Patrzyłam na niego- jak zawsze nienagannie ubranego z bronią w ręku- ze łzami w oczach. W jego oczach dostrzegłam tylko przerażenie. Nie czekając ani chwili dłużej uciekłam z piwnicy i zamknęłam się pokoju. Boże on zabił tego chłopaka! Miał nie wiem z 25 lat? Całe życie jeszcze przed sobą! Mój boże...

Do szkoły weszłam równo o 8. Nie mogłam siedzieć dłużej pod jednym dachem z mordercą. W miejscu gdzie zginał człowiek. Weszłam do budynku szkoły i skierowałam się w stronę biblioteki. Miałam tam swoją tajną kryjówkę, w której chowałam sie aby wszystko przemyśleć. Podsumujmy wszystko jeszcze raz- mój ojciec, ten sam, który całe rzeczy nie podniósł na mnie nawet głosu, na moich oczach zabił niewinnego chłopaka. a może nie tak niewinne? Mniejsza z tym- zabił człowieka. Wziął broń do ręki i nacisnął spust. O boże....
Ukryłam twarz w dłoniach i pozwoliłam moim łzom wypłynąć z oczu. Nie lubiłam płakać. Była to oznaka słabości, ale jak najbardziej ludzka reakcja na ból, cierpienie i strach. Na takie chwile słabości pozwalałam sobie rzadko, ale ta sytuacja mnie przerasta. Skoro nie zawahał się pociągnąć za spust, to ilu ludzi musiał wcześniej zabić? Dziesięciu? Pięćdziesięciu? Stu?!
-Emily dlaczego płaczesz?-poczułam czyjeś ciepłe dłonie na ramionach. Niepewnie podniosła wzrok i zobaczyłam, ze naprzeciwko mnie siedzi Karen.
-Jak mnie znalazłaś?
-Wołałam Cie jak wbiegałaś do szkoły, ale nie reagowałaś. Widziałam z daleka po twoich spiętych ramionach i sztywnym chodzie, że jesteś na prawdę zdenerwowana. Pobiegłam za tobą i takim trafem tutaj trafiłam. Co się stało?
-Nie twoja sprawa.-warknęłam jak jeszcze nigdy do nikogo.-Przepraszam.....
-Nie przepraszaj. Nic się nie stało. Chcesz pogadać?
-Nie. To znaczy ja.... nie wiem co robić. Nie mogę o tym z nikim rozmawiać. A po tym co dzisiaj widziałam, sądzę że to dopiero początek takich akcji. Wydaje mi się, ze to za dużo na moją psychikę....
-Em, Bóg daje nam taki ciężar jaki jesteśmy w stanie udźwignąć. Gdyby sądził, ze to za dużo na twoje barki, na pewno nie dopuściłby do tego abyś to zobaczyła.
-Nie wierzę w Boga, ale może masz rację.
-Ty możesz nie wierzyć, ale on czuwa nad tobą od dnia twoich narodzin a nawet wcześniej. Nie zadręczaj się sprawami, które w ogóle nie są Ci potrzebne.-im dłużej zastanawiałam się nad jej słowami tym bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, że ma rację. Może mogę udźwignąć to co widziałam, ale na pewno nie mogę się zadręczać śmiercią tego chłopaka. To nie ja pociągnęłam za spust i to nie ja mam go na sumieniu. Co się stało to się nieodstanie i koniec tematu. Szybko przytuliłam moją przyjaciółkę, która najpierw była w szoku, ale potem odwzajemniła mój uścisk.-A więc skoro już z tobą wszystko okay, to może opowiesz mi co jest między tobą a Jack'em?-poruszyła znaczącą brwiami. Roześmiał mnie ten widok, bo ewidentnie nie umiała tego robić.
-A co ma być?
-Błagam to jest tak oczywiste. W sposób w jaki na niego patrzysz jak reagujesz na jego dotyk...
-A skąd ty to możesz wiedzieć? Znam go ledwie tydzień. I praktycznie w ogóle nie spędzałam z nim czasu przez ten okres. Może i jest zabójczo przystojny i jak go widzę, to odlatuje a jak do mnie mówi to zapiera mi dech w piersiach a jak mnie dotyka to mi się nogi robią jak z waty...
-Wiedziałam! Podoba Ci się. I to nawet bardzo.
-No może troszkę....
-Tak jasne tak tyci tyci-pokazała rękami a ja wybuchłam śmiechem. No, ale co jej do tego że mi się podoba? Okay, może i jesteśmy przyjaciółkami, ale nie będę jej się zwierzać z uczuć, których sama nie rozumiem.
-Możemy zmienić temat? Teraz ty mi powiedz, który lepszy- Michael czy Jordan?
-Wiedziałam, ze o to zapytasz.-ukryła na chwilę twarz w dłoniach. Potem utkwiła swój wzrok na jednym regale z książkami. Intensywnie myślała nad odpowiedzią.-Wiesz...
-Ja nic nie wiem kochana. Dobra wiem jak mają na imię. Potrzebuję więcej!
-No ale co mam Ci powiedzieć? Na tej imprezie się często kłócili i to było słodkie, ale żaden nie wykazywał jakieś wielkiego zainteresowania mną. Wyglądało to tak jakby dwóch chłopaków chciało bawić się tą sama zabawką i ustalali- najpierw bawi się jeden a potem drugi.- powiedziała jednym tchem po czym popatrzyła się na mnie dziwnym wzrokiem. Nim spostrzegłam z jej oczu zaczęły płynąć łzy. No świetnie- teraz na nią to przeszło.
-Ej co się dzieje?-przybliżyłam się do niej i zaczęłam uspokajająco gładzić po ramieniu.
-Czy ja wyglądam na zabawkę? Czy przypominam, którąś z tych lalek Barbie, którymi można pomiatać jak się chce? To, że jestem niska o tym nie świadczy...
-Kto Ci tak niby powiedział? Jordan? Michael? A może inny dupek, któremu mam skopać tyłek?-uśmiechnęła się smutno.
-Nikt. Ale tak się czuję. Kiedyś miałam chłopaka- Tom'a. Było nam razem cudownie, ale znalazł sobie inną. Postanowiłam wtedy, ze nie będę tak dostępna. I wtedy zaczęło się dziać coś dziwnego. Co tydzień przyłaził do mnie inny chłopak i próbował poderwać. Czasem było ich kilku na raz i się kłócili. Ale raz podsłuchałam rozmowę takiej dwójki. Jedne powiedział, ze najpierw on się za mnie bierze a potem jego kolega. Co ty byś sobie pomyślała?
-Pomyślałabym, że to totalni kretyni, totalnie niedojrzali i jak najszybciej bym ich spławiła. Nie myśl tak o sobie. Jesteś piękną młodą kobietą, którą spotka w życiu jeszcze wiele dobrego. Jak i złego. Ale spotkasz któregoś dnia osobę, która nie będzie z nikim ustalać-dzisiaj moja jutro twoja- tylko pozbędzie się konkurencji i zawładnie twoim sercem. Nie wylewaj łez na takich palantów. Chodź no tutaj.- mocno ją przytuliłam i pozwoliłam aby popłakało sobie w mój sprawy sweter. Chociaż na coś się przyda.-A co z tym Tom'em?
-Nie wiem. Po tym jak mnie zostawił dla przyjaciółki nie utrzymuje z nimi kontaktu.-popatrzyła na mnie jeszcze bardziej smutnymi oczami. Na jej słowa również zrobiło mi się smutno. Rzeczy o których próbowałam zapomnieć, a raczej wspomnienia nagle wróciły i miałam je wyraźnie przed oczami. Nie, nie, nie! Precz ode mnie! Zaczęłam machać rękoma i powstrzymywałam cisnąca mi sie na oczy kolejną fale łez.-Em, wszystko gra? Będziemy tak na zmianę płakać?- zaśmiała sie. Grzechem byłoby nie zrobić tego samego, ale nie dałam rady. Ta nagła fala wydarzeń z nie tak dalekiej przeszłości powróciła i nie chciała odejść.- Gadaj co się dzieje!
-Nic...-głos mi się załamywał. Nie, nie, nie!
-Emily...
-No dobra! Powiedziałaś, że twój chłopak zdradził Cię z przyjaciółką?-kiwnęła niepewnie na potwierdzenie.-Ile razem byliście?
-Coś około siedmiu miesięcy?
-Właśnie. Kochałaś go?
-Nie wiem. Co to ma do rzeczy?
-W sumie to nic. Jestem tylko ciekawa, bo nie reagujesz na tego typu rzeczy jak ja. Mój chłopak z którym byłam coś około 3 lat zdradził mnie też z przyjaciółką..... I to taką, którą spotykam tylko w wakacje. I ja idiotka ich ze sobą poznałam i ja idiotka nie zauważyłam, ze coś między nimi iskrzy. A potem ta scena u niej w domu...-jak na zawołanie zobaczyłam przed oczami Adama w jednoznacznej sytuacji z Juliette.... do moich oczu napłynęły łzy. Karen pozwoliła mi się wypłakać na swoim ramieniu. Nim spostrzegłyśmy, zaczynały się zaraz nasze lekcję.

Siedziałam na dziedzińcu jak zawsze podczas lunchu. Na uszach miałam słuchawki, a w ręce książkę od historii. Nie potrafiłam się na niczym skupić. W głowie nadal głębiły mi się myśli na temat Adama, ale też i Jack'a. Zwłaszcza, że od rana mnie unika. Tak jakbym w szkole była dla niego nic nie wyróżniającą się dziewczyną z młodszej klasy. O co mu chodzi? Jakoś do Nicole potrafi się kleić na każdym kroku...Stop! Nie jestem o niego zazdrosna. To, ze mi się podoba o niczym nie świadczy. Prawda?
Poczułam czyjeś ciepłe ręce na ramionach, więc powoli się odwróciłam. Za mną stał z wielkim uśmiechem na twarzy Nathan, a obok niego lekko nieobecna Caroline. Bez namysłu rzuciłam się na nią. Nie wiem po co to zrobiłam. Zawsze kiedy była przygnębiona mój uścisk ją podnosił na duchu, wiec czemu nie teraz?
-Em...nie mogę.....oddychać....moje..żebra....
-A wybacz-uśmiechnęłam się przepraszająco odchodząc od niej na bezpieczną odległość.
-Czym sobie zasłużyłam na taki uścisk?
-Mam doła. A ty jesteś smutna. Uścisk na każdy humorek, pamiętasz?-próbowałam się tym razem uśmiechnąć pogodnie, ale moje plany rozwiał jeden dobijający widok. Stałam przodek do gęstych zarośli na przeciwko szkoły, a wśród nich dostrzegłam namiętnie całujących się Nicole i Jack'a. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Porwałam z ziemi swoją torbę i niezważająca na wołanie przyjaciół, pobiegłam w głąb szkoły.

piątek, 27 lutego 2015

Four

Kolejne dni mijały mi bardzo podobnie. Cały dzień przesiadywałam w szkole, potem wracałam do domu i siedziałam w książkach. Rutyna na której opiera się 1/4 życia każdego człowieka. Po prostu żyć nie umierać.
 Bogu dzięki nadszedł upragniony weekend. Postanowiłam, że tego dnia się zabawię i totalnie wyluzuję. I robię to głównie ze względu na Caroline. Jak się okazało jej matka zaginęła, a ojciec ma to głęboko w poważaniu. Po tym ja Care bardzo to przeżywa, stwierdziłam, że chwila rozrywki jej dobrze zrobi. Zważywszy na to, że Nathan wyraził chęć spędzenia z nami tego dnia. Ciesze się bardzo, gdyż świetnie się dogadujemy. Nie mówię, że coś z tego będzie, ale jest on świetny jako przyjaciel. Nie to co Liam...
Leżałam w salonie z książką w ręka. Postanowiłam w końcu skończyć, zaczętą na początku wakacji historię o miłości, śmierci i wyborach, które nie zawsze do nas należą. Książka nosi tytuł "Zostań
jeśli kochasz". Średnio mi się podoba, ale nie narzekam. Byłam właśnie na momencie imprezy Hallowenowej kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Nie patrząc na to kto dzwoni, odebrałam.
- Halo?
- Witaj piękna.- przez dłuższą chwilę zastanawiałam się kto mówi. Na początku sądziłam, że to mój były ma czelność do mnie dzwonić, ale szybko zdałam sobie sprawę, że nie używał takich zwrotów w moim adresie.
- Kto mówi?
- Och błagam Cię nie czujesz tego sarkazmu w moim głosie?- tylko jedna osoba ma przesiąknięty sarkazmem głos.
- Nathan. Skąd masz mój numer?
- Powiedzmy że pewna piękna blondynka była skłonna mi go użyczyć.
- Caroline?
- Zgadłaś.
- A gdzie ty ją spotkałeś?
-W monopolowym. Kupowała cztery zgrzewki piwa. Nie wiedziałem że z niej taka niegrzeczna dziewczynka.- wiedziałam że na jego twarzy tkwi ten wredny uśmieszek.
- Bardzo śmieszne. Po co dzwonisz?
- Upewnić się czy wieczór aktualny.
- Przemyślę to jeszcze.
- Świetnie. Będę o 19 pod twoim domem.
- Nie znasz adresu geniuszu.
- Dlatego liczę, że mi go podasz.
- Podziękuję. Będę już wtedy u niegrzecznej blondynki. Myślę, ze poczęstuje mnie jedną zgrzewka piwa.
- Chcesz pić beze mnie?
- Z tobą się boje. Jeszcze mnie upijesz i ktoś mnie wykorzysta.
- Dramatyzujesz. A więc punkt 19. Masz być trzeźwa.
- Postaram się. - rozłączył się. Spojrzałam na zegarek- była 15. No cóż pasowałoby się zacząć zbierać. Zabrałam swoje rzeczy i poszłam do pokoju. Wygrzebałam z szafy kilka sukienek, wzięłam dwie pary szpilek oraz jakaś marynarkę. Wszystko rzuciłam na łózko i udałam się do łazienki na szybką kąpiel. Po piętnastu minutach byłam już gotowa i ubierałam się w jakieś stare ciuchy, kiedy tata raczył mnie nawiedzić w pokoju.
- Gdzie się wybierasz?- Ocho. Jeżeli rozmowa zaczyna się tym pytaniem, to znaczy że zaraz pojawi się problem i tysiąc "ale".
- Jadę do Caroline, a potem do jakiegoś klubu.
- Z kim?
- No z Caroline.-po jego minie wiedziałam, że nie kupi tylko jej imienia.-I z kolegą i jego znajomymi. Jakiś problem?
- O której masz zamiar wrócić?
- Rozważam opcję zostania na noc Care. Co ty na to?
- Co to za klub? Przyjadę po ciebie o 24.
- Oj tato nie rób siary! Nie idę z przestępcami tylko zwykłymi nastolatkami trochę się zabawić. Nagle po wakacjach, które o dziwo pozwoliłeś mi spędzić w Los Angeles, zamieniasz się w ojca tej dziwki?
- Licz się ze słowami. I wcale się nie zamieniam w Henry'ego. Byłaś w Los Angeles, ponieważ pojechałaś z Adamem. Najodpowiedzialniejszym młodym człowiekiem jakiego spotkałem.- w moich oczach momentalnie pojawiły się łzy. Dlaczego wszyscy zawsze muszą wspominać o moim byłym? O człowieku który rzekomo mnie kochał i który zrobiłby dla mnie wszystko? I zawsze muszą mnie winić o rozpad tego "idealnego" związku? Moje łzy nie uszły uwadze ojca, który momentalnie stanął przede mną i chwycił moją twarz w swoje ręce.- Kochanie co się dzieje? Dlaczego płaczesz?-próbując nie wybuchnąć prawdziwym szlochem, który kryje w sobie od prawie dwóch miesięcy, zamykam oczy i podchodzę do okna stając do ojca plecami. Pozwalam aby kilka łez spłynęło po moich policzkach, po czym odpowiadam.
- Nigdy więcej nie wspominaj o tym gnojku w moim towarzystwie, jasne?
- Dlaczego? Myślałem, że to ty z nim zerwałaś.- Boże, nawet własny ojciec ma o to do mnie pretensję. Wyczuwam to jego zażenowanie moim zachowaniem w jego głosie. Nie mogę mu powiedzieć prawdy, bo zabije Adama.... A w sumie co mnie to obchodzi? Lepiej aby zniknął z tego świata i pozwolił mi żyć w spokoju.
- Tak ja z nim zerwałam. Ale wiesz dlaczego? Ponieważ zdradził mnie z Juliette. Na moich oczach robił to czego tak strasznie nie chciał robić ze mną. I wiesz, że to nie był jedyny raz, wtedy podczas wakacji? Od samego początku, kiedy tylko poznał tę podłą szmatę mnie zdradzał. Więc zostaw mnie w spokoju i nigdy nie używaj ich imion przy mnie.- ostatnie słowo wykrzyczałam, po czym zabrałam torbę z ubraniami i wybiegłam z domu. Słyszałam jeszcze w oddali nawoływania ojca, ale miałam to gdzieś. On zawsze musi poruszyć najgorszy temat w najmniej odpowiednim momencie. Mówiąc prościej zjebał mi cały wieczór jednym głupim imieniem.

Głośna muzyka rozbrzmiewała w moich uszach. Siedziała przy stoliku, w kącie pomieszczenia trzymając kolejna już szklankę jakiegoś trunku. O dziwo nie byłam jeszcze wstawiona, co znaczy że wakacyjne pijaństwo przyniosło skutki. Patrzyłam przed siebie jak moi znajomi świetnie się bawią. Caroline i Nathan szaleli na parkiecie. W drodze do klubu wstąpiliśmy po Karen i teraz dziewczyna była obiektem westchnień dwóch kupli  Hils'a- Jordana i Michaela. Ja niestety pozostałam sama zalewając smutki w czymś tam. Po drodze zapytałam Nathana czy będzie Jack. Oczywiście nie umknął mi jego wredny uśmieszek podczas udzielania odpowiedzi. Powiedział, ze jego przyjaciel ma randkę z jakąś Francuską i niestety nie ma możliwości zabawienia się z nami. Byłam lekko zawiedziona. No dobra, ta informacja jeszcze bardziej zepsuła mi wieczór. Przez ten tydzień miałam wiele sposobności aby poznać Black'a. Pokazał mi się głównej ze swojej wrednej i pewnej siebie natury. Nie mówię- podoba mi się to. No, ale jestem skazana na kreowanie nas jako pary w mojej strefie marzeń. Boże o czym ja gadam? Jaka para? Jesteśmy z dwóch rożnych półkul. Ja ułożona i porządna, on tajemniczy, wredny i zbyt pewny siebie. O czym ja do cholery myślę?
- Johnson, miałem Cię upić, więc czemu robisz to sama?- z zamyślenia wyrwał mnie rozbawiony głos Nathana. Najwyraźniej wiedział o czym myślę. Świetnie, jeszcze mi tego brakowało.
- Uciesze Cie- jestem jeszcze jak najbardziej poczytalna.
- To cudownie. Masz siłę pokazać tej bandzie leszczy jak się tańczy.
- A skąd wiesz, że umiem?
- Zaraz się przekonamy.- nie zważając na moje protesty, wyciągnął mnie z przytulnego kąta i próbował zaciągnąć na parkiet. Niestety tutaj postawiłam mu małe schodki. Jak tylko mogłam, stawiałam opór. Jednak nie przemyślałam dokładnie tego i już po chwili przerzucona przez ramie chłopaka zmierzałam w tłum tańczących osób. Krzyczałam aby mnie puścił, jednak głośno muzyka wszystko zakłócała. Po pewnym czasie postawił mnie centralnie przed sobą i ze swoim wrednym uśmieszkiem patrzył na moje pełne mordu oczu.
- No dalej Johnson nie strzelaj fochów. Zabaw się chyba po to tutaj przyszłaś, prawda?- jego uśmiech był tak denerwujący a zarazem zaraźliwy, że grzechem byłoby się nie uśmiechnąć.- Od razu lepiej. A teraz jeżeli pozwolisz wrócę do mojej niegrzecznej blond partnerki.- zaczął się oddać a ja stanęłam ja wryta. Wyciągnął na środek parkietu tylko po to aby po chwili sobie odejść? Wolne żarty. Stałam tak i przyglądałam się tańczącym ludziom. Wszyscy świecili się od potu, ale to im nie przeszkadzało. Ocierali się o ciała obcych osób, ale to ich również nie ruszało. Mnie to natomiast brzydziło. Zwłaszcza jedna parka. Dziewczyna była strasznie ładna- długie czarne włosy, które sięgały jej do tyłka miała związane w prześlicznego warkocza.  "Mała czarna", która ledwie zakrywała jej zgrabny tyłem idealnie współgrała z wysokimi czerwonymi szpilkami i ogromnymi również czerwonymi ustami. Kompletnie bym nie zwróciła na nią uwagi, gdyż połowa dziewczyn tutaj była podobnie ubrana, w tym ja. Proste czarne sukienki i wysokie szpilki. Do tego ostry makijaż i w jakiś nieziemski sposób ułożone włosy. Normalka w tych rejonach. Głównie moją uwagę przykuł jej partner. Nie myślcie sobie, że było to nie wiadomo jakie ciacho. O nie totalnie przeciwieństwo takiego obiektu. Był to na serio obleśny facet, dość przy kości, który pożerał tę dziewczynę wzrokiem. A ona jak gdyby nigdy nic wiła się w okół niego i od czasu do czasu złączała swoje usta z jego. Ohyda.
Oddalałam się w stronę stolika, ciągle wpatrzona w ten nieprzyjemny widok, kiedy na kogoś wpadłam. Na pierwszy rzut myślałam, że to ściana. Serio, to było tak twarde, że masakra. Dopiero po chwili spostrzegłam, że ta ściana oddycha i emanuje ciepłem. Podniosłam do góry wzrok, jednak dokładnie w tej samej sekundzie zgasły światła. No pięknie- zaczyna się jakaś wolna piosenka a ja stoję oparta na jakimś kolesiu.
- Bardzo przepraszam. Zapatrzyłam się i..- nie zdążyłam nic dokończyć ponieważ "moja ściana" chwyciła mnie za nadgarstki i pociągnęła w stronę tłumu. Zaczęłam się wyrywać, jednak mój oprawca wzmocnił swój uścisk. Dopiero kiedy dotarł na sam środek, gdzie biło najjaśniej światło, przyciągnął mnie do siebie obejmując jedną rekom w tali, a drugą splatając swoją dłoń z moją. Dopiero teraz miałam w pełnej okazałości szyderczy uśmieszek mojego partnera.
- Jack...- wyszeptałam, ponieważ jego bliskość przyprawiała mnie o zawrót głowy. Miał na sobie czarną koszulkę, która idealnie opinała się na jego umięśnionym ciele. Włosy miał tradycyjnie w tym artystycznym nieładzie no i oczywiście ten uśmiech. Nogi miałam jak z waty i gdyby nie jego pewny chwyt, dawno leżałabym nieprzytomna na ziemi.
- Witaj Emily.- matko do tego ten głos....- Oddychał słonko. Chyba nie chcesz abym Cie tutaj reanimował.- przybliżył swoją twarz bliżej mojej. Dopiero teraz spostrzegłam, że przez dłuższą chwile wstrzymywałam oddech, dlatego nabrałam gwałtownie powietrza do płuc. W moich wysokich szpilkach, byłam tego samego wzrostu co on, dlatego patrzenie mu prosto w oczy nie sprawiało mi większego problemu. Widziałam w nich rozbawienie, ale i iskierkę podniecenia. Kiedy doprowadziłam swój oddech do porządku mogłam usłyszeć jaka piosenka się właśnie zaczyna. Była to jedna z moich ulubionych. 

 
Jack zaczął się powoli poruszać w rytmie muzyki, czym samy ja również byłam na to skazana. Jednak podobało mi się to. Jego bliskość. Jego uśmiech. Jego przenikliwe spojrzenie. Boże jeżeli zaraz mnie nie puści to się na niego rzucę.
- Ślicznie wyglądasz. -powiedział delikatnie muskając mój lewy policzek swoimi ustami. Z każdą chwilą coraz bardziej się rozmarzałam i nogi jeszcze bardziej się pode mną uginały.- Jednak te obcasy. Jesteś mojego wzrostu. Wole kiedy dziewczyny są niższe. Lubię nad Wami górować.- prychnęłam, jednak pod wpływem jego uśmiechu znów zaniemówiłam. Odsunął się trochę ode mnie dając mi w końcu swobodę ruchów. Jednak po chwili znów przyciągnął mnie do siebie i kierował moim ciałem w rytmie muzyki. Muszę przyznać- tańczył zarąbiście. Jego ruchy były takie pewne. Kiedy obracała mną bałam się, że puści moją rękę i wyląduję na podłodze albo w gorszym wypadku na jakimd obleśnie spoconym człowieku. Jednak nie. Jego chwyt był delikatny i bardzo pewny.  Po każdym piruecie wracałam w jego objęcie. Po chwili totalnie zatraciłam się w piosence, która tak kocham i nie byłam już bezwładna laką. Oboje z wielka pasją tańczyliśmy. Wpatrzenie w siebie nie zwracaliśmy uwagi na otaczających nas ludzi. Kiedy piosenka dobiegła końca, Jack przyciągnął mnie do siebie i szepnął do ucha:
- Nieźle tańczysz Johnson.- szeroko się uśmiechnęłam.
- Ty również całkiem dobrze, ale takiego mistrza jak ja nie pobijesz.- przewrócił oczami i pociągnął mnie w stronę stolika. Razem spędziliśmy resztę tego wieczoru. I był to chyba najlepszy w moim krótkim życiu.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Pozdrawiam,
Natalia G
xoxo
 


poniedziałek, 23 lutego 2015

Three

Następne dwa tygodnie minęły mi spokojnie. Całe dnie spędzałam nad książkami i od czasu do czasu gdzieś wychodziłam z Caroline. W tym czasie bardzo zżyłam się z dyrektorką. Spędzam z nią czasem kilka godzin na rozmowie co na prawdę jest wspaniałe. Minęła się z powołaniem gdyż powinna zostać psychologiem. Na domiar tych w miarę dobrych wydarzeń muszą być również i złe. Totalnie pokłóciłam się Liam'em, który teraz specjalnie na moich i Care oczach obściskuje się z tą suką. Niech no tylko spróbuje przyjść i prosić o przebaczenie, to zobaczy na co nas stać.
Moja nowa rola przewodnika po szkole ma swoje plusy. Poznałam wiele ciekawych osób. Z wieloma się zaprzyjaźniłam i teraz przerw nie spędzam tylko z moją przyjaciółką i jakże inteligentnymi wypowiedziami Nicole. Bardzo się zwiazalam z pewną Karen. Dziewczyna jest dość skryta, ale trzeba umieć się obchodzić z takimi ludźmi. Więc teraz tworzymy taką małą paczkę i "nowy postrach szkoły".
Siedziałam własnie na dziedzińcu szkolnym i zajadałam się jabłkiem. Ze słuchawkami na uszach w ciepłych promieniach słońca powtarzałam materiał na pierwszy test z biologi. Jak ja kocham testy... Kiedy byłam w trakcie dogłębnego analizowania komórki roślinnej, ktoś zaszedł mnie od tyłu i przysłonił ręką oczy. Wystraszyłam się, gdyż nie wiadomo co za pedofil może Cię zaskoczyć. Jednak ta dłoń była mi dobrze znana. Delikatna skóra, długie paznokcie i niewielki, srebrny pierścionek na placu wskazującym- Caroline. Przyciszyłam muzykę, ściągnęłam słuchawki i odwróciłam w stronę przyjaciółki.
-Hej. Co Cię do mnie sprowadza?-podniosłam się z trawy jednocześnie pakując książki do torby. Dopiero teraz spostrzegłam przygnębienie na twarzy Care i opuchnięte oczy od łez.-Co się stało?- chwyciłam ją za ramiona czym samym powodując wyrwanie jej z dziwnego transu.-Caroline odezwij się proszę. -dziewczyna patrzyła na mnie tępym wzrokiem, więc lekko zaczęłam ją szarpać za ramiona.
-Co ty robisz?-odpowiedziała tonem, który miał być groźny ale wyszedł bezbronny i pełen strachu.
-Próbuję przywrócić Cię na ziemię. Co się stało?
-Bo moja mama...-z jej oczu zaczęły cieknąć łzy. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Nie skarżyła się aby miała jakieś problemy.
-Powiedz to wreszcie!-podniosłam głos, aby w końcu powróciła do względnego porządku. Jej szklisty wzrok przeszył mnie na wylot. Nie potrafiłam do niej dotrzeć. Chwyciłam ją za nadgarstek i pociągnęłam w stronę szkoły. Po drodze masa ciekawskich par oczu nas nie opuszczała, ale ja miałam to gdzieś. W tej chwili liczyło się tylko dobro mojej przyjaciółki. Dotarłyśmy pod gabinet pani Lange. Nie zwracają uwagi na protesty sekretarki, delikatnie zapukałam i nie czekając na odpowiedz weszłam do środka. Zastałam w środku nie małe towarzystwo, ale nie ominęło mnie ciepłe przywitanie ze strony dyrektorki.
-Och Emily masz cudowne wyczucie czasu. Miałam własnie po ciebie kogoś posłać. Chciałabym Ci przedstawić....
-Czy to może chwileczkę poczekać?-popatrzyła się na mnie z pytajnikami w oczach. Dopiero po chwili przeniosła swoje spojrzenie na Caroline. Dziewczyna nie wyglądała dobrze. Była cała blada, a rozmazany makijaż spływał wraz ze łzami po policzkach i osadzał się na białej bluzce.
-Na miłość boską co się stało?-podbiegła do Care, które kompletnie nie reagowała.
-Nie mam pojęcia. Siedziałam na dziedzińcu i przyszła do mnie kompletnie otępiała.
-Caroline czy ty coś brałaś?-dopiero teraz się zorientowałam że jej źrenice są rozszerzone.- Caroline czy ty mnie słyszysz?!
-Niech pani nie próbuje, kompletnie nie reaguje. Wydukała tylko coś o swojej mamie a potem zamilkła.
-Dobrze, posadź ją na fotelu. Zaraz zawołam pielęgniarkę.
-Niech zadzwoni pani od razu po psychologa. Ja spróbuję dodzwonić się do jej mamy.
-Ale ona nie odbierze...-nie zrozumiałam co powiedziała, gdyż jej szept był ledwie słyszalny.
-Co mówisz, Care? Błagam odezwij się.-uklękłam przed dziewczynom i obserwowałam jej zachowanie. Słyszałam jak p. Lange rozmawia z pielęgniarka przez telefon. Czułam na sobie również czyjś wzrok, ale nie zwracałam na to uwagi. Nie zwróciłam również uwagi na fakt iż wcześniej pełny gabinet, stał się prawie pusty a obok pojawił się jakiś chłopak. Rzuciłam mu przelotne spojrzenie. Był wyższy ode mnie o głowę, to pewne. Miał brązowe nie za krótkie włosy, które w niektórych miejscach opadały na jego czoło. Niebieskie oczy były wpatrzone w moja przyjaciółkę.
-O ile się nie mylę powiedziała, że ona nie odbierze.-głos miał przyjemny dla ucha. Ciepły i z nutą arogancji wymieszanej z rozbawieniem. Nie wiem czy zawsze w taki sposób mówił, czy ta sytuacja go jakoś bawiła.
-Boże Care powiedz coś.-jak gdyby nigdy nic dziewczyna zaczęła jeszcze bardziej płakać, a na domiar złego jej ciałem zawładnęły niekontrolowane drgawki. Chłopak klęczący obok mnie, próbował ją uspokoić ciepłymi słowami, jednak ja wiedziałam, że to na nic się nie zda. Wstałam i zaczęłam nerwowo chodzić po pomieszczeniu. Czy powinnam to zrobić teraz? Czy może zaczekać na pielęgniarkę? Zerknęłam szybko na Caroline i już wiedziałam, że nie mogę dłużej czekać. Jej oczy robiły się czerwone, a twarz powoli siniała. Podeszła do niej odpychając chłopaka i z całej siły uderzyłam ją w policzek. Nie sądziłam, że mam aż tyle siły. Zostawiłam jej niezłą pamiątkę w postaci czerwonej plamy na policzku, ale przynajmniej zaczęła oddychać i przestała się trzepać. Popatrzyła na mnie tępym wzrokiem, kilka razy zamrugała i w końcu normalnie się odezwała.
-Za co to było?- dotknęła cały czerwony i zapewne piekacy policzek. Podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam. Kompletnie nie rozumiała co się dzieje.
-Nigdy więcej tak nie rób, rozumiesz? Nigdy!
-No dobrze ale co się stało? 
-Nic nie pamiętasz?  Przyszłaś do mnie i zaczęłaś się dziwnie zachowywać.  Mówiłaś coś o swojej mamie. Coś się stało?  
-Nie wiem, nie pamiętam. -była kompletnie zdezorientowana. Rozglądała się po gabinecie pustym wzrokiem.
-Dobrze Caroline idź do pielęgniarki.-odezwała się dyrektorka ewidentnie przejęta całym zajściem. 
-Pójdę z nią. 
-Nie Emily. Masz do wykonania swoje zadanie. Do Caroline udasz się później. - odwróciłam się do przyjaciółki i posłałam jej przepraszające spojrzenie. Ona jak gdyby nigdy nic opuściła pomieszczenie i zniknęła za dębowymi drzwiami. Odwróciłam się do dyrektorki i wbiłam w nią spojrzenie.
-A więc kto dzisiaj?-dodałam w to pytanie tyle słodyczy i radości,  że aż mnie zaczęło mdlić.  Dopiero po chwili spojrzałam na nowych uczniów.  Jednym był ten, który mi pomagał,  ale ten drugi..... mój Boże jakie ciacho. Jego piwne oczy świdrowały mnie od dołu do góry.  Około 180 centymetrów wzrostu i brązowe włosy rozwiane przez wiatr. Miał w sobie coś pociągającego, ale zarazem niebezpiecznego. 
-Poznaj Nathana Hils'a-wskazała na niebieskookiego, który energicznie pomachała do mnie rękom. Uśmiechnęłam się na ten gest od ucha do ucha.- Oraz Jack'a Black'a-o matko nie dość że Bóg, to jeszcze ma imię które tak uwielbiam i tak mroczne nazwisko. Kiedy mój wzrok powędrował w jego stronę, myślałam, że padnę. Jego uśmiech był tak nieziemsko powalający, ze czułam tylko jak moje policzki robią się czerwone.
-Miło mi.-powiedziałam niepewnym głosem.- Jestem Emily Johnson.-wyciągnęłam rękę i uścisnęłam ją z obydwoma chłopakami.
-Emily czy mogłaś byś dzisiaj pobieżnie pokazać chłopakom szkołę?
-Czy to jest konieczne?
-Emily. Wywiązuj się ze swoich obowiązków.-skarciłam mnie dyrektorka. Popatrzyłam na nią błagalnie. Jedyne co chciałam w tej chwili zrobić, to pobiec do Caroline i dowiedzieć się wszystkiego. A jeżeli prawda byłaby straszny, postarać się jej pomóc. Jednak ostry i karcący wzrok Sophie zmusił mnie do zmiany planów. Podniosłam z podłogi moją czarną torbę, otworzyłam na oścież drzwi i pokazał teatralnym gestem aby chłopcy wyszli. Zabrali swoje rzeczy i posłusznie wyszli.
Po godzinie pałętania się po szkole i po raz kolejny gadania gdzie co jest i co się tam robi, nastapila przerwa na lunch. Jak zawsze wyszlam na dwór i siadlam pod dużym dębem na dziedzińcu. Z tego co się dowiedziałam Caroline poszła do domu. A raczej pielęgniarka ją odwiozła. Nikt nie chcial mi nic więcej powiedzieć, więc musialam czekać. A to jedna z rzeczy których nienawidzę. Czekanie. Bezczynne siedzenie, stanie czy Bóg wie w jakim stanie się znajdując i po prostu zastanawiać się co przyniosą kolejne minuty, godziny, dni, tygodnie, miesiące, lata. Strata czasu. Czekanie zajmuje nam pewnie połowę życia. Bo wiecznie na coś czekamy. I nigdy się tego w 100 % nie doczekamy.
-Mozna?-gwałtownie podniosłam głowę, aby ujrzeć kto jest adresatem tych słów. Był to Nathan. Mówiąc szczerze polubiłam gościa. Jak nikt od początku roku był szczerze zainteresowany tym co mówię. Dyskutował ze mną i żartował. Nie to co Jack..... ale w sumie mi to nie przeszkadzało. Liczył się tylko fakt, że jest ze mną w jednym pomieszczeniu. Że oddychamy tym samym powietrzem. Chwileczkę. Co ja bredzę?
-Tak oczywiście.-przesunęłam się lekko w bok, udostępniając kawałek pnia mojemu towarzyszowi. On jednak wolał usiąść na przeciwko mnie.-Gdzie zgubiłeś swojego przyjaciela?-po cholerę ja to palnęłam.
-Poszedł gdzieś z jakąś blondynką.
-Typowy facet. Niech zgadnę- wysoka, włosy do dupy, wysokie szpilki, krótka mini?
-Zgadza się. Kto to?
-Nicole. Największa diwa i idiotka w tej szkole. Dziewczyna moje "przyjaciela".
-Co miał oznaczać ten cudzysłów?
-Fakt, iż nie wiem czy ten osobnik zasługuje na miano mojego przyjaciela.
-Przespał się z twoim chłopakiem?-wybałuszyłam oczy.
-Sugerujesz, że jest gejem?
-Wygląda mi na kogoś gustujące we własnej płci-wybuchnął śmiechem tak szybko jak ja.-A tak serio, czemu masz wątpliwości?
-Pierwsza sprawa-spotyka się z moim największym wrogiem. Ja i Nicole nigdy się nie lubiłyśmy, od najmłodszych lat rywalizujemy i wchodzi sobie do gardeł na każdym kroku. Po drugie- Liam jest seryjnym idiotą, ślepym idiotą ponieważ rzekomo przyjaźni się z również z Caroline i niegdyś spędzaliśmy razem masę czasu i nie wiem jakim cudem nie mógł zauważyć, że ona ma ochotę go schrupać. Wkurzył mnie tym, ze na jej urodziny przyszedł z Nicole. A Caroline bardziej ode mnie jej nienawidzi. Zawsze musi jej odbić każdego faceta, a potem publicznie upokarzać.-po skończonym monologu, popatrzyłam na mojego towarzysza i dostrzegłam w jego oczach nutkę rozbawienia.- Wiem, ze moje problemy mogą być zabawne i mega nudzić, ale....
-Wcale nie są nudne.
-Ale na pewno zabawne.-wiedziałam, że miał ochotę skłamać.-I nie kłam. Jest to po ciekawości druga ludzka cecha, której nienawidzę.
-No dobrze. Może i jest to trochę zabawne. Głównie dlatego, że przejmujecie się kimś takim jak ona. Byłem skazany na jej towarzystwo przez pięć minut i wyobrażam sobie jak wy musicie się w nim czuć przez całe życie. Ale ona nie zasługuje na Waszą nienawiść, ani gram uwagi. Nie powinnyście się nią przejmować.
-Nie wierzę. Jeszcze nikt nigdy czegoś takie nie powiedział. Widziałam nieraz to współczucie w oczach innych kiedy dochodziło między nami do konfrontacji, ale nikt nigdy nie stanął po mojej czy Care stronie i postawił się tej królowej.
-Jeżeli dojdzie do takiego spotkania, wiedź że z miłą chęcią stanę w Waszej obronie.
-Jesteś kochany.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zlituje się nad tymi którzy czekają i dodam kolejny rozdział ;)
Wybaczcie mi za wszystkie błędy,  ale dodaje rozdział z telefonu i nie miałam zbytnio okazji aby poprawić wszystko na komputerze. Mam nadzieje ze wszystko jest w miarę zrozumiałe,  a te błędy ortograficzne,  stylistyczne itp. mi wybaczczycie :) 
 

środa, 18 lutego 2015

Two

Siedziałyśmy dość dłuższą chwilę w niezręcznej ciszy. Biłam się ze swoimi myślami bardzo zachłannie. Z jednej strony ta kobieta nie wyglądała na osobę zbyt godną zaufania i z mojego punktu widzenia nadawała się na morderczynię, ale z drugiej strony jej nastawienie i cała ta pozytywna energia bijąca od niej sprawiały, że chciałam jej odpowiedzieć bez zastanowienia na wszystkie pytania. Postanowiłam zacząć powoli, nie ujawniając najważniejszych kwestii. No bo znając życie pragnie wiedzieć, czy jestem wtajemniczona w temat gangu.
-Jest prezesem najbardziej znanej firmy architektonicznej i jednym z najbardziej wpływowych ludzi na świecie.- to była kwestia, którą miałam mówić każdej nowo poznanej osobie, jeżeli poruszała ten temat. Ojciec powiedział, że sekret rodzinny mogę wyjawić osobie bądź osobom, którym bezgranicznie ufam. Jednak nikt nie zna prawdy. Nawet moi przyjaciele.
-I tyle? Żadnej innej pracy?-jej twarde spojrzenie wcisnęło mnie głębiej w fotel. Powinna być policjantką albo dziennikarką, która przyciśnie każdego do rozmowy.
-Skąd mam wiedzieć czy mogę pani zaufać?
-A dlaczego miałabyś nie ufać?
-Ludzie to parszywe i kłamliwe istoty, które nie powinny zasługiwać na grosz szacunku bądź zaufania.
-Kto Cię nauczył takiego nastawienia do społeczeństwa?
-Tata.
-Dobrze. A więc ja wyglądam ci na takiego człowieka?
-Jest pani zbyt wyluzowana jak na dyrektorkę szkoły, w której co druga osoba to dziecko jakiegoś znanego miliardera. Więc tak. Po części mi pani przypomina takiego człowieka.
-Jesteś bardzo szczerą osobą.
-Mój atut.
-I masz odpowiedz na każde zdanie.
-Tata mnie nauczył aby nigdy nie ukazywać drugiej osobie że zranili Cię słowami. Lepiej palnąć coś, co przewyższa ich inteligencję i jest kompletnie bez sensu niż siedzieć cicho.
-A więc sądzisz, że próbuję Cię złamać psychicznie i wyciągnąć informacje na temat działalności ojca?
-Tak. Ale mogę spróbować pani zaufać. Niech pani pyta o co chce.
-Jesteś bardzo niezdecydowana.-znów miałam jej coś przygadać, ale ruchem ręki pokazała mi, że mam siedzieć cicho.-Tak więc ponawiam pytanie- Czym zajmuje się twój ojciec?
-Prócz prowadzenia firmy, ma swój gang, który otrzymał w spadku od swojego ojca.
-I czym się zajmują?
-Głównie zabijaniem na zlecenia.
-Żadne kradzieży, napady, rozróby w miejscach publicznych?
-Nie. Cóż stwierdzam iż pani nie jest dokończa wtajemniczona, więc mogę pani zaufać. Ale jeżeli mnie pani oszukuje, obiecuję, że jestem dość mściwa.
-Więc wyjaśnij mi czego nie wiem.
-Otóż kiedy mój ojciec stał się szefem gangu, zmienił wszystkie panujące zasady. Było to około 22 lata temu. Widział jak jego podwładni boją się go, chociaż go nie znali. Od zastępcy dziadka dowiedział się, że był on prawdziwym tyranem. Za niewielkie przewinienie karał śmiercią. Czasem długo torturował i pozostawiał jakiegoś gagatka na odludziu aby zdechł w męczarniach. Kiedy wyjeżdżali na akcje zabijali każdą napotkaną osobę. Kobietę, mężczyznę, dziecko, starca. Wszystkich. Po pierwszej akcji mój ojciec był załamany. Nie mógł patrzeć jak niewinni ludzie umierają. Chciał odejść. Ale mu nie pozwolili. Siłą zatrzymali aby nimi przewodził, jednak on totalnie zmienił zasady. Już nie kradli, nie napadli. Nie wstrzynali żadnych bójek ani nie robili żadnych rozrób. Mieli tylko przyjmować zlecenia na morderstwo. Jednak nie zawsze zabijali. Najpierw przyglądali się swojej ofierze, sprawdzali ją bardzo dokładnie. Jeżeli faktycznie była zła-zabijali. Jeżeli nie miała nic na sumieniu, a zauważyli, że była zastraszana albo totalnie się bała zmieniali obiekt zainteresowania. Przyglądali się zleceniodawcy. Wtedy wychodził na jaw na przykład fakt, że ofiara widziała coś czego nie powinna, a tamten chciał się jej pozbyć. Wtedy się tego pozbywali, a część kasy która otrzymali za "wykonane" zadanie dawali rzekomej ofierze. Czysty i sprawiedliwy biznes.
-Ale niezgodny z prawe.
-No i? Policja wie co oni robią. Oczywiście federalnym to się niezbyt podoba, ale mój ojciec i jego ludzie potrafią znaleźć kogoś w miesiąc, a policji normalnie zajmuje to jakieś dwa lata. Myśli pani, że ludzie nie chcą pracować w tym fachu? Potrzebują pieniędzy, a to jeden z najprostszych sposobów na niezłą kasę.
-Jak widzę, ojciec nie ma przed tobą sekretów.
-Miał je kiedyś przed kobietą, którą kochał najbardziej na świecie. Nie chce abym podzieliła ten sam los co ona. Jednak ja i tak jestem w większym niebezpieczeństwie.
-Mówisz o swojej matce, Vivien?
-Tak. Zginęła kiedy miałam 8 lat. Wtedy nie wiedziałam do końca co robi tata. Wiedziałam tylko, że dziwni kolesie przychodzą do nas do domu i spędzają w nim nieraz cały dzień. Mama tłumaczyła mi, że to sprawy firmy jednak jej nie wierzyłam.Ona natomiast wierzyła tacie. Kiedy mój tata zmienił znaczenie słowa gang i pokazał, ze można robić takie rzeczy, ale sprawiedliwie, te tradycyjne gangi się ostro wkurzyły. Jednak wtedy nie mogli nic zrobić, bo nie mieli żadnego haka na ojca. Później się okazała, że połowa jego ludzi to szpiedzy i dzięki nim Ci źli dowiedzieli się, że ojciec ma żonę i dziecko w drodze. Ale to było pięć lat po przejęciu rządów. Później trochę długo zwlekali z jakimiś krokami. Osiem lat zajęło im planowanie zabicia mojej mamy i mnie.
-Ale ty żyjesz. Czemu?-zrobiłam dziwną minę. Czyżby ta kobieta jednak była z jakiegoś gangu?-Wybacz za moje pytanie, ale próbuje rozumować jak szef takiej szajki. Gdybym ja nim była od razu pozbyłabym się wszystkich ukochanych osób wroga, łamiąc go przez to psychicznie.
-Też bym tak zrobiła. Ale wtedy na ojca czyhały góra cztery gangi. Teraz ta liczba wynosi około czterdziestu. Tamci liczą na to, że więcej osób się do nich przyłączy dlatego mnie oszczędzili. Teraz jestem najbardziej pożądaną osobą w tamtym świecie, ponieważ kto mnie dorwie zniszczy mojego ojca czym samym rujnując wszystko co dokonał.
-To twój ojciec nie ma żadnych sprzymierzeńców? Nie ma żadnej osoby, która mogłaby przejąc po nim wszystko i utrzymać wszystko co stworzył w ładzie i porządku?
-Ma. Około piętnastu gangów przejęło jego poglądy. Jednak żadnemu przywódcy nie ufa. I żaden przywódca nie nadawał by się na to stanowisko, ponieważ mają ostro na pieńku z policją. Nie stworzyli gangów na podstawie poglądów ojca, tylko zmienili swoje dotychczasowe zdanie. W aktach policyjnych Ci ludzie powinni dawno mieć publiczną egzekucję. Narobili tyle złego, że nie idzie tego zliczyć. Mój ojciec owszem przejął siejącą postrach grupę, ale on jako osoba jest czysty. Nigdy nie położył ręki na żadnej sprawie i nie zbrudził się krwią. A jedyną osobą, której byłby wstanie oddać to wszystko jestem ja.
-Ale jeżeli tamci Cie drwią, to albo będą Cię więzić do końca życia, albo po prostu pozbędą raz na zawsze.
-Otóż to.
-Co ty o tym wszystkim sądzisz? Jak czujesz z myślą, że jesteś córką jednego z najbardziej znienawidzonych ludzi w tamtym świecie i najbardziej poszukiwaną?
-Nie jest łatwo. Boję się wychodzić sama z domu. Sama w nim zostawać. Mam pełno ochroniarzy na całej posesji, ale nie wiadomo czy któryś nie jest zdrajcą. Kiedy ojciec wyjeżdża nie wie co ze mną zrobić. Jeżeli mnie weźmie, wrogowie mogą zobaczyć jak wyglądam. Jeżeli zostawi samą ktoś z otoczenia może to wykorzystać.
-Rozumiem. A jakie jest jego podejście do ciebie? Jak Cię traktuje?
-Niech sobie pani nie myśli, ze się nade mną znęca. Kocha mnie najbardziej na świecie. Mimo tylu obaw co do mojego życia, daje mi wolną rękę. Nie zamyka w domu, nie daje szlabanów, nie używa przemocy. Orientuje się pani mniej więcej w tym o czym mówię?
-Świat gangów nie jest mi obcy. Mój brat należy do jednego. Nie wiem czy jest za czy przeciw twojej rodzinie. Ale chce Ci pomóc. Pamiętaj że jeżeli będziesz miała jakieś problemy zawsze możesz się do mnie zwrócić. Jasne?
-Jak słońce.
-Widzę, że się świetnie rozumiemy. Nie będę Cię już dłużej męczyć. Dowiedziałam wszystkiego co chciałam wiedzieć. Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę.
-Słucham.
-Znalazłam twoje nazwisko na półce oznaczonej "Najlepsi uczniowie". Wydałaś mi się jedyną porządną i kompetentną osobą, spośród wszystkich dlatego chciałabym Cie prosić, abyś zajęła się nowy uczniami. Jeżeli będą mieli problemy pomóż im. Nowo przybyłych w trakcie trwania semestru oprowadź i zapoznaj z kimś. Rozumiesz o co mi chodzi?
-Raczej tak. .
-Mogę na ciebie liczyć?
-Niech się pani nie martwi, wszystkim się zajmę.
-Świetnie! Tutaj masz listę nowych uczniów. Ogłoszę wszystkim aby szukali ciebie. Myślę, że jesteś znana w tej szkole.
-Tak. Ale nie ze względu na brudny interes ojca. Nikt prócz pani w tej szkole o tym nie wie. A przynajmniej tak mi się zdaje.
-Domyślam się. Dobrze wracaj już na lekcję.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak, więc mamy dwójkę! :)
Liczę na komentarze wszelakiego rodzaju ;)
Z góry przepraszam za błędy, staram sie poprawiać wszystko co moje oczy wypatrzą :*
Pozdrawiam,
Natalia G
xoxo

niedziela, 15 lutego 2015

One

Koniec wakacji. Po bardzo udanych dwóch miesiącach najwyższa pora wrócić do normalności. Szkoła. Drugie miejsce po moim luksusowym domu, w którym czuję się bezpiecznie. Wiem, pewnie pomyślicie sobie, że jest jakaś dziwna. Pewnie kujonka w golfach i spódnicach po ziemię, okularkach i tą dziwną grzywką. Wyprowadzę Was z błędu. Jestem zupełnym przeciwieństwem tej tradycyjnej kujonki.
Na moim zegarku wybiła siódma rano. Leniwie wstałam i udałam się szybko do łazienki. Zimny prysznic powinien mnie od razu postawić na nogi. Nie myliłam się. Po dziesięciu minutach wyszłam owinięta ręcznikiem z mojej przytulnej łazienki do prostego pokoju. Duża przestrzeń. Przeważające kolory-biel i czerń, kontrast- czerwień. Zostawiając mokre ślady na czarnych panelach poczłapałam do garderoby. Nie wielkie pomieszczenie, w którym czuje się najbezpieczniej w domu. Wiele kryjówek, które nieraz uratowały mi tyłek. Wyciągnęłam tradycyjny zestaw ubrań. Czarna spódnica, turkusowy top i skórzana kurtka. Do tego albo turkusowe baleriny lub jakieś adidasy. Na czarną koronkową bieliznę założyłam wymieniony wyżej zestaw ubrań i wróciłam do łazienki by zając się twarzą i włosami. Nie byłam brzydka. Nieskazitelna cera, pełne usta i piwne oczy. Do tego ciemno brązowe włosy, których nienawidzę. Są zbyt proste. Poza tym mam prawie 170 centymetrów wzrostu i idealne wymiary na modelkę, którą nie mogę być z wiadomych przyczyn. Wiele gangów nie ma pojęcia jak wyglądam i dla mojego własnego dobra niech tak pozostanie. Rozczesałam włosy, po czym potraktowałam je lokówką. Nałożyłam cienką warstwę pudru, tusz na rzęsy i błyszczyk na usta. Sprawdziłam czas-7.45.
-Cholera...-zaklęłam pod nosem, po czym chwytając w ręce torbę i kluczyki od samochodu zbiegłam do salonu. Mój dom nie był nie wiadomo jaką rezydencją. Cztery sypialnie na piętrze plus cztery łazienki i siłownia. Na poddaszu moja mała kryjówka, ale o niej może w przyszłości. Na parterze dużych rozmiarów salon, mała kuchnia, gabinet taty oraz jego pokój, jadalnia, łazienka oraz biblioteka. Zwyczajny dom.
Jak mogłam się spodziewać, mój tata już siedział na kremowej kanapie i czytał poranną prasę z kubkiem w ręce. Wyrwałam mu go, wypiłam całą zawartość po czym dałam całusa w policzek. Była to rutyna, więc brak reakcji z jego strony mnie nie zdziwił.
-Pierwszy dzień szkoły, a ty już spóźniona.
-Wcale nie. Zostało mi-sprawdzam zegarek- cholera pięć minut!
-Podwieźć Cię?
-Przecież mam samochód.
-Ale jeździsz jak ślimak. Ubieraj buty i bez gadania wsiadaj do auta.-zrobił groźną minę, ale jego oczy były  pełne radości. Wykonałam polecenie i już po chwili byłam w drodze do szkoły. Mój dom znajdował się na obrzeżach Nowego Orleanu. Okalające go lasy były cudowne i skrywały masę ciekawych tajemnic. Jadąc nowiutkim białym Lamborghini nie zdziwiłam się, że po pięciu minutach byłam na parkingu szkoły wypełnionym po uszy uczniami. Zamieniłam kilka zdań z tatą, po czym opuściłam cudowne auto i ruszyłam w stronę budynku szkoły. Idąc zamyślona, nie zwróciłam uwaga, że w moją stronę biegła niska dziewczyna. Dopiero jej pełen entuzjazmu podniesiony głos tuż przy moim uchu, wyrwał mnie z zamyślenia.
-Nie drzyj tak tej twarzy!
-Mi tez miło Cię widzieć. Co tam?-wyszczerzyła się ukazując rząd idealnie białych zębów. Dziewczyną tą była Caroline- moja najlepsza przyjaciółka. Lekko pokręcona dziewczyna, która od jakiś czterech lat przechodziła wahania nastroju. Miała około 160 centymetrów wzrostu, śliczne zielone oczy, jasną karnację i długie brązowe włosy. A przynajmniej takie były przed wakacjami. Postanowiła coś w sobie zmienić, gdyż faceci na imprezach patrzyli głównie na mnie. Planowała zrobić się na rudą, jednak nałożyłam jej zbyt mało farby i wyszło takie coś. Niby to rude, ale niezbyt podobne. Taki brudny blond trochę... No po prostu ma dziwaczne włosy, ale jej się podobają. Ważne chociaż tyle.
-Kochana, gadałaś wczoraj ze mną o północy przez telefon. Od tego czasu niewiele się zmieniło.
-Ty jak zwykle taka poważna. Już widać czemu nie masz chłopaka.-szłyśmy już szkolnym korytarzem, a ja byłam zmuszona do wysłuchiwania paplania mojej przyjaciółki.- Czemu się w końcu nie zabawisz i pokażesz pazurki? Każdy się przed tobą pławi i chciałby chociaż zamienić zdanie. Czemu z tego nie skorzystasz?
-Bo w porównaniu do ciebie nie mam zamiaru zaliczyć całej szkoły.
-No tak ty szukasz tej jedynej, prawdziwej miłości. Wiesz, że ona tylko w bajeczkach i tanich romansidłach jest?
-Wiem. Dlatego tego nie czytam. Wolę jakieś poruszające przygody z nutką grozy i romantyzmu. A wracając do twojego stwierdzenia- nie chce księcia z bajki. Chce pełnego tajemnic faceta, który z początku będzie mnie wkurzać, a później swym urokiem osobistym i trudnym charakterem zawładnie moim sercem.
-Straszne.
-Wcale nie.
-Wcale tak.
-Nie kłóć się.
-To ty się kłócisz.
-Wcale nie.
-Wcale tak.
-Och przymknij się!
-Ty też!
-Ja też mam?-obok nas pojawił się wysoki chłopak liczący jakieś 190 centymetrów wzrostu o zmysłowych niebieskich oczach i ciemnych jak noc włosach ułożonych w artystycznym nieładzie. Jego idealnie białe zęby, emanowały białą poświatą. Kiedy tylko Caroline popatrzyła na chłopak, na jej twarzy pojawił się czerwony rumieniec. Po chwili jednak zastąpił go obojętny wyraz twarzy i z zimnym spojrzeniem, bez słowa odeszła w stronę klas. Z twarzy chłopaka zszedł uśmiech a zastąpił go wyraz zdziwienie. Boże jakim on jest kretynem i ślepotą.
-O co jej chodzi?
-Liam, rusz tym czymś co masz w głowie a może w końcu Cię olśni i zobaczysz, coś narobił.
-Tak znowu moja wina. Ciekawe czym zawiniłem.
-Tą blond suką, która właśnie tutaj idzie. Idź ją przelecieć w kantorka na miotły. Z tego co pamiętam macie zaliczyć każdy centymetr tej szkoły, więc od tamtą najlepiej zacząć. Życzę miłego dnia.- sztucznie się uśmiechnęłam, wyciągnęłam potrzebne mi książki z szafki i ruszyłam w stronę klasy, w której miałam mieć właśnie biologie.
-Emilly Johnson proszona jest do gabinetu dyrektora w trybie natychmiastowym!-piskliwy głos młodziutkiej sekretarki rozległ się w głośnikach. Wszystkie pary oczy skierowane zostały na mnie. W niektórych widziałam współczucie, w innych wielkie znaki zapytania a w jeszcze innych pogardę i rozbawienie. To spojrzenie należało do blond suki, która miała przyjemność spotkać z samego rana.
-Gratulacje, Johnson. Wpisałaś się na karty historii tej szkoły. Ledwie się rok szkolny zaczął, a ty już na dywanik do Donalda. Pozdrów go.
-Napomknę jeszcze, że wpadniesz do niego wieczorem i dokończysz to co zaczęłam tydzień temu. Na pewno się ucieszy.-pół korytarza wybuchło śmiechem, a ja uradowana i spiorunowana przez wściekły wzrok Liama i pełen nienawiści blond suki, ruszyłam do gabinetu dyrektora. Nie wiedziałam czemu mnie wzywa o tak wczesnej porze. Czyżby dowiedział się, że to ja jestem nadawcą wszystkich plotek na temat jego romansu z tą dziwką? Jeżeli tak to mam ostro przerąbane. Nie myślcie sobie, że jestem bezdusznym człowiekiem, który znęca się nad innymi.
Otóż pewnego dnia, spacerując z córką sąsiadów po parku dostrzegłam między drzewami jaką parkę. Niby normalny widok, ale mężczyzna, który trzymał na kolanach młodą dziewczynę,  miała siwe włosy i pomarszczoną skórę. Ona natomiast długie blond włosy i nieskazitelną cerą. Podeszłam bliżej i dyskretnie ukryłam się za drzewem. Kiedy skończyli wchodzić sobie do gardeł, doznałam szoku. Tak, ten widok powalił mnie na kolona. Parką, która postanowiła publicznie okazywać sobie uczucia był nasz dyrektor i obecna dziewczyna Liam'a. Już wtedy ze sobą byli, ale kiedy opowiedziałam mu o tym co widziałam- wyśmiał mnie. Wtedy też sprawiłam, że Caroline dowiedziała się o tym toksycznym związku. Od lat podkochuje się w naszym przyjacielu. Nieraz dawała mu znaki, ale on- największy idiota, którego znam, ale którego kocham- nie reagował. Care po tygodniu opłakiwania tego, pogodziła się z tym, ale nigdy nie chciała ich widzieć razem w swoim towarzystwie. Jednak on złamał dotrzymaną obietnice. Przyszedł z ta jędza na imprezę urodzinową Caroline, czym samym doprowadził do jej zakończenia i złamanego na milion kawałków serca.  Od tamtego czasu, czyli od 20 lipca dziewczyna omijała go szerokim łukiem. Ja jasno oznajmiłam, ze nie załagodzę sytuacji, ponieważ również byłam wściekła na chłopaka. Od czasów przedszkolnych trzymaliśmy się razem i nienawidziliśmy Nicole (brak mi już określeń na jej osobę), a on jak gdyby nigdy nic zaczął z nią chodzić. Kiedy mi się przyznał, jeszcze po prawie pięciu miesiącach trwania związku miałam ochotę go zabić. O dziwo na jego prośbę nie wyjawiłam tego sekretu Caroline. A w sumie powinnam. Może sytuacja potoczyłaby się inaczej, a tak to całe wakacje byłam skazana na jej próby zapomnienia o uczuciach do przyjaciela.
Stanęłam przed drzwiami gabinetu dyrektora i delikatnie zapukałam.
-Proszę.-rozległo się wołanie po drugiej stronie. Lekko zdziwiona, usłyszeniem ewidentnie kobiecego głosu weszłam do środka. To co zobaczyłam powaliło mnie z nóg. Przy biurku z masą papierów siedziała młoda kobieta o kasztanowych krótkich włosach i brązowych oczach. Przyglądała się mojej reakcji z nie lada rozbawieniem, którego nie kryła w żaden sposób.-Może lepiej usiądź, abyś mi tu nie padła. -wykonałam polecenie, nadal przyglądając się uważnie kobiecie.-Dobrze, jak mniemam nie spodziewałaś się MNIE tutaj.
-Nie.
-Rozumiem. Uczniowie nie zostali poinformowani o gwałtownych zmianach w gronie pedagogicznym tej szkoły. Nazywam się Sophie Lange i od początku sierpnia jestem tutaj dyrektorką.
-W takim razie miło mi panią poznać. Jeżeli można wiedzieć, co stało się z panem Whitmore'em?
-Został osądzony o wykorzystywanie nieletnich, ale proszę nie mów o tym wszystkim.
-Wiedziałam!-radośnie krzyknęłam, czym samym przykułam jeszcze większą uwagę nowej dyrektorki.-Przepraszam. Podczas wakacji wydawało mi się, że dyrektor Whitmore miał bliższe kontakty z niektórymi uczennicami.
-Jak widzisz, twoje przypuszczenia okazały się prawdziwe.
-Jak widać. Mogę wiedzieć co tutaj robię?
-Podczas wakacji przejrzałam karty wyróżnionych uczniów. Twoje nazwisko i osiągnięcia przykuły moja uwagę dlatego chciałam Cię osobiście poznać i dowiedzieć sie czegoś o paru nurtujących mnie sprawach.
-Jeżeli jest pani ciekawa jakim cudem z ocen dostatecznych z fizyki i matematyki wyszłam na bardzo dobre, to od razu mówię, że nie miałam romansu z panem Tompsonem.- nie wiem po co to powiedziałam. Jak się denerwuję paplam bzdury.
-Że co? Nigdy bym Cię o coś takiego nie oskarżyła. Nie wyglądasz mi na osobę, która dla nic nie znaczący ocen w przyszłości posunęłaby się do czegoś takie.-wypuściłam ze świstem powietrze z ust, a pani Lange się promiennie uśmiechnęła.-Chciałam porozmawiać z tobą o innych sprawach. Zajmie nam to trochę czasu, więc nie martw się usprawiedliwię Cię na lekcjach.
-Dziękuję.
-Będzie to na zasadzie jakby wywiadu. Obiecuję, że nic co mi powiesz nie wyjdzie po za ściany tego pokoju.
-Dobrze...-powiedziałam nie pewnie, nie mając bladego pojęcia o czym chce rozmawiać. Jaki mam stosunek do uczniów? Nauczycieli? Co mnie z kim łączy? Co łączy jakieś osoby z innymi? Z kim sypiał Whitmore?
-Powiedz mi czy wiesz czym zajmuje się twój tata?-wytrzeszczyłam ze zdziwienia oczy. A, więc o tym chce rozmawiać. Zarąbiście.
--------------------------------------------------------------------------------------------
Mamy rozdział pierwszy :)
Liczę na jakieś komentarze i proszę, żeby nie były tylko pozytywne bo to jest żałosne xD

sobota, 14 lutego 2015

Prologue


Dane personalne.
Imię: Emily
Nazwisko: Johnson
Wiek: 17 lat
Miejsce zamieszkania: Nowy Orlean
Stan rodzinny: Ojciec, Stanley Johnson, 47 lat.

Kim jestem?
Dla cywilów najzwyklejszą dziewczyną, o własnym zdaniu i czasem kontrastujących ze sobą zainteresowaniach. Dobrze się uczącą i chodzącą do jednej z najlepszych szkół w Nowym Orleanie, gdzie co drugi uczeń to rozwydrzony i tępy jak (czasem) nóż bachor, a każdy pochodzący z bogatej i wpływowej rodziny. Ponadto córką prezesa firmy architektonicznej, która szturmem przebiła się na sam szczyt tej branży.
Dla wtajemniczonych i dobrze obeznanych w "terenie" prócz wymienionych wyżej rzeczy jestem córka szefa jednego z najbardziej znanych w dziejach gangu. Nie myślcie sobie, że z tą firmą to jakaś przykrywka. Mój ojciec ukończył Harvard w tym kierunku i zaraz po zakończeniu studiów otworzył swoje-jak to w zwyczaju określać-drugie dziecko.
Moje życie nie jest perfekcyjne. Jest niebezpieczne i opiera się na ciągłym strachu i życiu w niepewności. Stracie najbliższych, bólu po nich zostawionym, hektolitrom łez wylanych nad ich mogiłami. W świecie w jakim jestem zmuszona czasem uczestniczyć, jestem najbardziej pożądaną osobą na świecie. Inne gangi pragną władzy. Mój ojciec zmienił pojęcie gangu. Pokazał, że "w świecie ciemności" można działać sprawiedliwie. Innym się to nie podoba. Chcą przywrócić dawne brzmienie terminowi "gang". Aby to zrobić potrzebują mnie. Kto pierwszy mnie dorwie zdobędzie władzę i zapewni sobie miano bohatera. Zabawa rozpoczęła się po moich narodzinach. Lecz teraz przybrała krwawszy i bardziej niebezpieczny obrót. A moi wrogowie są znacznie bliżej mnie niż mogę to sobie wyobrazić...