poniedziałek, 9 marca 2015

Five

Niedziela minęła mi na ciągłym leżeniu w łózko i esemesowaniu z Jack'em. Pisaliśmy o wszystkim i o niczym. Czasem wydawało mi się, że nie chce mu się odpisywać na moje dość długie monologi, ale jeżeli po piętnastu minutach nie dawałam znaku życia-dzwonił.
Tata pod koniec dnia wrócił skądś tam i od razu przyszedł mnie przeprosić. Kupił jakieś czekoladki i siłą wyciągnął mnie do restauracji. Mój ojciec był idealnym typem faceta. Punktualny, zabawny, elegancki, zadbany, ułożony. Chodzący ideał. Nie był brzydki, ale nie będę mówiła o własnym ojcu zwłaszcza w jego wieku, że jest przystojny. Dziwi mnie fakt, że nie znalazł sobie nikogo. Kiedy byłam młodsza, nie chciałam żeby tata miał jakaś inną kobietę oprócz mamy. Jednak później doszłam do wniosku, że cały ten czas poświęcił dla mnie i miał prawo, aby w końcu być znowu szczęśliwym. Ale kiedy się temu lepiej przyjrzeć, to pojmuje czemu nie ugania się po klubach w poszukiwaniu nowej miłości. Nie zniósł by straty kolejnej ukochanej osoby. Na jego miejscu, też bym nikogo nie szukała.
Na drugi dzień była szkoła. Miałam dopiero na 11, ale oczywiście "kumple" ojca o godzinie 6 zrobili sobie spotkanie z piwnicy. Mój pokój znajdował się na drugim piętrze, więc żadne głosy nie wyrwały mnie z objęć Morfeusza. To warkot silników dobiegający zza okna to zrobił. Gdyby nasz dom był w centrum miasta, ludzie uznaliby mojego ojca za kretyna, który o 6 rano urządza imprezy w domu. Wygramoliłam się z łózka, wiedząc, że na pewno już nie zmrużę oka. Nałożyłam na siebie długi, czarny szlafrok i zeszłam do kuchni. Nie zastałam w niej nikogo. Zrobiłam sobie kawę i poszłam do salonu. Stamtąd lepiej było słychać o czym gadają w piwnicy. Nigdy nie byłam na żadnym spotkaniu. Chociaż nie raz ojciec z bólem serca angażował mnie w jakieś akcje, to informował mnie o tym osobiście a nie na tajnym spotkaniu wśród bandy tych przygłupów. Tym razem jednak było inaczej. Po piętnastu minutach próbowania przechwycić jakiegoś słówka, usłyszałam kroki. Schody były metalowe, a osoba, która była nadawcą kroków miała za pewne na sobie masywne buty i skórzane wdzianko. Nie myliłam się. Po chwili do salonu wszedł całkiem przystojny chłopak. Nie sądziłam, że mój ojciec ma takie ciacha w swojej grupie.
-Ty musisz być Emily.-zapytał mnie ze zniesmaczeniem w głosie. Jednak pan boski nie jest taki boski.
-Tak. O co chodzi? I kim jesteś?
-Nazywam się Dave. Twój ojciec chce abyś przyszła na dół.
-W jakiej sprawie?
-Mnie się pytasz? Wiem tylko, ze ostro się o to kłócili i potem kazali mi robić za niańkę.
-Nie potrzebuję niańki. Za chwile przyjdę, tylko pójdę się przebrać.- zmierzałam w kierunku schodów prowadzących na piętro, jednak chłopak chwycił mnie w okolicach łokcia i pociągnął do siebie.
-Słuchaj księżniczko. Niektórzy nie mają czasu siedzieć tam pół dnia, więc będziesz łaskawa i ruszysz swój tyłek prosto do piwnicy.-popchnął mnie w stronę drzwi do piwnicy. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, zrobić. Naskarżyć ojcu? Robić awanturę? Zacząć krzyczeć? I dlaczego powiedział do mnie księżniczko? Odwróciłam się do niego przodem, z zamiarem odpowiedzenia jakiejś ciętej riposty albo coś z tych rzeczy, jednak jego groźny wyraz twarzy mnie zniechęcił. Szłam dalej, nie zwracając na marudzenie mojego towarzysza za moimi plecami. Kiedy stanęłam na schodach prowadzących do piwnicy, naszła mnie jakaś fala paniki. Nigdy nie wchodziłam do piwnicy, gdyż była ona prawie cały czas zamknięta. Nigdy nie uczestniczyłam podczas spotkań. Nigdy nie kłócili się o to czy wysłać mnie na akację czy nie. Więc o co tym razem chodzi? Czego oni ode mnie chcą?
-Rusz się księżniczko.-warknął Dave popychając mnie tak, że omal nie spadłam ze schodów.
-Delikatniej może, co?
-Bo co? Poskarżysz się staremu? Taka jesteś twarda?
-Zaraz zobaczysz jaka jestem twarda.-odwróciłam się do niego i z całej siły przywaliłam mu pięścią w twarz. Syknął z bólu po czym popatrzył na mnie z iskierkami wściekłości w oczach.
-Teraz to przesadziłaś suko.-chwycił mnie za nadgarstki i przygwoździł do ściany. A konkretnie rzucił na tę ścianę. Ból rozszedł się po całych moich plecach. Później zaczął mnie ciągnąć po schodach, powodując moją utratę równowagi i mimowolne turlanie się ze schodów. Kiedy znalazłam się już na dole i jęczałam z bólu, Dave podszedł do mnie i trzymając za gardło pociągnął do góry. Próbowałam złapać powietrze jednak nie byłam w stanie tego zrobić. Wierciłam się i wierciłam, aż w końcu udało mi się coś zrzucić na ziemię. Bogu dzięki było to szklane i wywołało głośny hałas. Coraz bardziej brakowało mi powietrza. Zaczęłam bardziej się szarpać, jednak Dave nie wyglądał jakby go to coś obchodziło. Wzmocnił jeszcze bardziej uścisk na mojej szyi. Bogu dzięki do klatki schodowej przybiegło kilka osób i odciągnęli ode mnie chłopaka. Upadłam na ziemię kaszląc i gwałtownie nabierając powietrza. Po chwili obok mnie znalazł się ojciec.
-Co tu się do cholery stało?!-wrzasnął jak jeszcze nigdy dotąd. Przestraszyłam się go po raz pierwszy w życiu. Odszedł ode mnie i podszedł do mojego oprawcy. Rzucił go na ścianę i przywalił w twarz.-A więc to ty Mendes. Nigdy Cię nie podejrzewałem.
-Łatwo jest zdobyć twoje zaufanie. Kiedy Łysy mnie tu wysłał, bałem się że to udawanie potulnego pieska potrwa znacznie dłużej. Ale dwa tygodnie? Jesteś tak naiwnym kretynem, że...-nie dokończył zdania ponieważ mój ojciec wyciągnął spluwę i strzelił mu prosto między oczy. Z zaskoczenia i na serio prawdziwego paraliżu byłam w stanie tylko otworzyć szeroko usta i oczy. Nie wiem dlaczego po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Przyłożyłam dłonie do ust i dopiero teraz, kiedy moim oczom ukazało się zjeżdżające po ścianie ciało Davis'a zdobyłam się na pełen strachu pisk. Czterech mężczyzn znajdujących się w tym przedsionku odwróciło sie gwałtownie w moją stronę. Mnie jednak interesował tylko ojciec. Patrzyłam na niego- jak zawsze nienagannie ubranego z bronią w ręku- ze łzami w oczach. W jego oczach dostrzegłam tylko przerażenie. Nie czekając ani chwili dłużej uciekłam z piwnicy i zamknęłam się pokoju. Boże on zabił tego chłopaka! Miał nie wiem z 25 lat? Całe życie jeszcze przed sobą! Mój boże...

Do szkoły weszłam równo o 8. Nie mogłam siedzieć dłużej pod jednym dachem z mordercą. W miejscu gdzie zginał człowiek. Weszłam do budynku szkoły i skierowałam się w stronę biblioteki. Miałam tam swoją tajną kryjówkę, w której chowałam sie aby wszystko przemyśleć. Podsumujmy wszystko jeszcze raz- mój ojciec, ten sam, który całe rzeczy nie podniósł na mnie nawet głosu, na moich oczach zabił niewinnego chłopaka. a może nie tak niewinne? Mniejsza z tym- zabił człowieka. Wziął broń do ręki i nacisnął spust. O boże....
Ukryłam twarz w dłoniach i pozwoliłam moim łzom wypłynąć z oczu. Nie lubiłam płakać. Była to oznaka słabości, ale jak najbardziej ludzka reakcja na ból, cierpienie i strach. Na takie chwile słabości pozwalałam sobie rzadko, ale ta sytuacja mnie przerasta. Skoro nie zawahał się pociągnąć za spust, to ilu ludzi musiał wcześniej zabić? Dziesięciu? Pięćdziesięciu? Stu?!
-Emily dlaczego płaczesz?-poczułam czyjeś ciepłe dłonie na ramionach. Niepewnie podniosła wzrok i zobaczyłam, ze naprzeciwko mnie siedzi Karen.
-Jak mnie znalazłaś?
-Wołałam Cie jak wbiegałaś do szkoły, ale nie reagowałaś. Widziałam z daleka po twoich spiętych ramionach i sztywnym chodzie, że jesteś na prawdę zdenerwowana. Pobiegłam za tobą i takim trafem tutaj trafiłam. Co się stało?
-Nie twoja sprawa.-warknęłam jak jeszcze nigdy do nikogo.-Przepraszam.....
-Nie przepraszaj. Nic się nie stało. Chcesz pogadać?
-Nie. To znaczy ja.... nie wiem co robić. Nie mogę o tym z nikim rozmawiać. A po tym co dzisiaj widziałam, sądzę że to dopiero początek takich akcji. Wydaje mi się, ze to za dużo na moją psychikę....
-Em, Bóg daje nam taki ciężar jaki jesteśmy w stanie udźwignąć. Gdyby sądził, ze to za dużo na twoje barki, na pewno nie dopuściłby do tego abyś to zobaczyła.
-Nie wierzę w Boga, ale może masz rację.
-Ty możesz nie wierzyć, ale on czuwa nad tobą od dnia twoich narodzin a nawet wcześniej. Nie zadręczaj się sprawami, które w ogóle nie są Ci potrzebne.-im dłużej zastanawiałam się nad jej słowami tym bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, że ma rację. Może mogę udźwignąć to co widziałam, ale na pewno nie mogę się zadręczać śmiercią tego chłopaka. To nie ja pociągnęłam za spust i to nie ja mam go na sumieniu. Co się stało to się nieodstanie i koniec tematu. Szybko przytuliłam moją przyjaciółkę, która najpierw była w szoku, ale potem odwzajemniła mój uścisk.-A więc skoro już z tobą wszystko okay, to może opowiesz mi co jest między tobą a Jack'em?-poruszyła znaczącą brwiami. Roześmiał mnie ten widok, bo ewidentnie nie umiała tego robić.
-A co ma być?
-Błagam to jest tak oczywiste. W sposób w jaki na niego patrzysz jak reagujesz na jego dotyk...
-A skąd ty to możesz wiedzieć? Znam go ledwie tydzień. I praktycznie w ogóle nie spędzałam z nim czasu przez ten okres. Może i jest zabójczo przystojny i jak go widzę, to odlatuje a jak do mnie mówi to zapiera mi dech w piersiach a jak mnie dotyka to mi się nogi robią jak z waty...
-Wiedziałam! Podoba Ci się. I to nawet bardzo.
-No może troszkę....
-Tak jasne tak tyci tyci-pokazała rękami a ja wybuchłam śmiechem. No, ale co jej do tego że mi się podoba? Okay, może i jesteśmy przyjaciółkami, ale nie będę jej się zwierzać z uczuć, których sama nie rozumiem.
-Możemy zmienić temat? Teraz ty mi powiedz, który lepszy- Michael czy Jordan?
-Wiedziałam, ze o to zapytasz.-ukryła na chwilę twarz w dłoniach. Potem utkwiła swój wzrok na jednym regale z książkami. Intensywnie myślała nad odpowiedzią.-Wiesz...
-Ja nic nie wiem kochana. Dobra wiem jak mają na imię. Potrzebuję więcej!
-No ale co mam Ci powiedzieć? Na tej imprezie się często kłócili i to było słodkie, ale żaden nie wykazywał jakieś wielkiego zainteresowania mną. Wyglądało to tak jakby dwóch chłopaków chciało bawić się tą sama zabawką i ustalali- najpierw bawi się jeden a potem drugi.- powiedziała jednym tchem po czym popatrzyła się na mnie dziwnym wzrokiem. Nim spostrzegłam z jej oczu zaczęły płynąć łzy. No świetnie- teraz na nią to przeszło.
-Ej co się dzieje?-przybliżyłam się do niej i zaczęłam uspokajająco gładzić po ramieniu.
-Czy ja wyglądam na zabawkę? Czy przypominam, którąś z tych lalek Barbie, którymi można pomiatać jak się chce? To, że jestem niska o tym nie świadczy...
-Kto Ci tak niby powiedział? Jordan? Michael? A może inny dupek, któremu mam skopać tyłek?-uśmiechnęła się smutno.
-Nikt. Ale tak się czuję. Kiedyś miałam chłopaka- Tom'a. Było nam razem cudownie, ale znalazł sobie inną. Postanowiłam wtedy, ze nie będę tak dostępna. I wtedy zaczęło się dziać coś dziwnego. Co tydzień przyłaził do mnie inny chłopak i próbował poderwać. Czasem było ich kilku na raz i się kłócili. Ale raz podsłuchałam rozmowę takiej dwójki. Jedne powiedział, ze najpierw on się za mnie bierze a potem jego kolega. Co ty byś sobie pomyślała?
-Pomyślałabym, że to totalni kretyni, totalnie niedojrzali i jak najszybciej bym ich spławiła. Nie myśl tak o sobie. Jesteś piękną młodą kobietą, którą spotka w życiu jeszcze wiele dobrego. Jak i złego. Ale spotkasz któregoś dnia osobę, która nie będzie z nikim ustalać-dzisiaj moja jutro twoja- tylko pozbędzie się konkurencji i zawładnie twoim sercem. Nie wylewaj łez na takich palantów. Chodź no tutaj.- mocno ją przytuliłam i pozwoliłam aby popłakało sobie w mój sprawy sweter. Chociaż na coś się przyda.-A co z tym Tom'em?
-Nie wiem. Po tym jak mnie zostawił dla przyjaciółki nie utrzymuje z nimi kontaktu.-popatrzyła na mnie jeszcze bardziej smutnymi oczami. Na jej słowa również zrobiło mi się smutno. Rzeczy o których próbowałam zapomnieć, a raczej wspomnienia nagle wróciły i miałam je wyraźnie przed oczami. Nie, nie, nie! Precz ode mnie! Zaczęłam machać rękoma i powstrzymywałam cisnąca mi sie na oczy kolejną fale łez.-Em, wszystko gra? Będziemy tak na zmianę płakać?- zaśmiała sie. Grzechem byłoby nie zrobić tego samego, ale nie dałam rady. Ta nagła fala wydarzeń z nie tak dalekiej przeszłości powróciła i nie chciała odejść.- Gadaj co się dzieje!
-Nic...-głos mi się załamywał. Nie, nie, nie!
-Emily...
-No dobra! Powiedziałaś, że twój chłopak zdradził Cię z przyjaciółką?-kiwnęła niepewnie na potwierdzenie.-Ile razem byliście?
-Coś około siedmiu miesięcy?
-Właśnie. Kochałaś go?
-Nie wiem. Co to ma do rzeczy?
-W sumie to nic. Jestem tylko ciekawa, bo nie reagujesz na tego typu rzeczy jak ja. Mój chłopak z którym byłam coś około 3 lat zdradził mnie też z przyjaciółką..... I to taką, którą spotykam tylko w wakacje. I ja idiotka ich ze sobą poznałam i ja idiotka nie zauważyłam, ze coś między nimi iskrzy. A potem ta scena u niej w domu...-jak na zawołanie zobaczyłam przed oczami Adama w jednoznacznej sytuacji z Juliette.... do moich oczu napłynęły łzy. Karen pozwoliła mi się wypłakać na swoim ramieniu. Nim spostrzegłyśmy, zaczynały się zaraz nasze lekcję.

Siedziałam na dziedzińcu jak zawsze podczas lunchu. Na uszach miałam słuchawki, a w ręce książkę od historii. Nie potrafiłam się na niczym skupić. W głowie nadal głębiły mi się myśli na temat Adama, ale też i Jack'a. Zwłaszcza, że od rana mnie unika. Tak jakbym w szkole była dla niego nic nie wyróżniającą się dziewczyną z młodszej klasy. O co mu chodzi? Jakoś do Nicole potrafi się kleić na każdym kroku...Stop! Nie jestem o niego zazdrosna. To, ze mi się podoba o niczym nie świadczy. Prawda?
Poczułam czyjeś ciepłe ręce na ramionach, więc powoli się odwróciłam. Za mną stał z wielkim uśmiechem na twarzy Nathan, a obok niego lekko nieobecna Caroline. Bez namysłu rzuciłam się na nią. Nie wiem po co to zrobiłam. Zawsze kiedy była przygnębiona mój uścisk ją podnosił na duchu, wiec czemu nie teraz?
-Em...nie mogę.....oddychać....moje..żebra....
-A wybacz-uśmiechnęłam się przepraszająco odchodząc od niej na bezpieczną odległość.
-Czym sobie zasłużyłam na taki uścisk?
-Mam doła. A ty jesteś smutna. Uścisk na każdy humorek, pamiętasz?-próbowałam się tym razem uśmiechnąć pogodnie, ale moje plany rozwiał jeden dobijający widok. Stałam przodek do gęstych zarośli na przeciwko szkoły, a wśród nich dostrzegłam namiętnie całujących się Nicole i Jack'a. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Porwałam z ziemi swoją torbę i niezważająca na wołanie przyjaciół, pobiegłam w głąb szkoły.

3 komentarze:

  1. Jack ty chuju dhdbvrjwmsvebejehbsbshsjje nienawidzę jego zajebiście przystojny i diabelsko seksowny ale charakter podły podły XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiłam, ze Ci sie nie spodoba, ale Ty swoje musiałaś mnie zachęcić do dodania :3

      Usuń
  2. Hej nominowałam cię do Liebster Award
    Mam nadzieję że weźmiesz udział :D
    http://never-be-another-one.blogspot.com/p/blog-page.html

    OdpowiedzUsuń