poniedziałek, 23 lutego 2015

Three

Następne dwa tygodnie minęły mi spokojnie. Całe dnie spędzałam nad książkami i od czasu do czasu gdzieś wychodziłam z Caroline. W tym czasie bardzo zżyłam się z dyrektorką. Spędzam z nią czasem kilka godzin na rozmowie co na prawdę jest wspaniałe. Minęła się z powołaniem gdyż powinna zostać psychologiem. Na domiar tych w miarę dobrych wydarzeń muszą być również i złe. Totalnie pokłóciłam się Liam'em, który teraz specjalnie na moich i Care oczach obściskuje się z tą suką. Niech no tylko spróbuje przyjść i prosić o przebaczenie, to zobaczy na co nas stać.
Moja nowa rola przewodnika po szkole ma swoje plusy. Poznałam wiele ciekawych osób. Z wieloma się zaprzyjaźniłam i teraz przerw nie spędzam tylko z moją przyjaciółką i jakże inteligentnymi wypowiedziami Nicole. Bardzo się zwiazalam z pewną Karen. Dziewczyna jest dość skryta, ale trzeba umieć się obchodzić z takimi ludźmi. Więc teraz tworzymy taką małą paczkę i "nowy postrach szkoły".
Siedziałam własnie na dziedzińcu szkolnym i zajadałam się jabłkiem. Ze słuchawkami na uszach w ciepłych promieniach słońca powtarzałam materiał na pierwszy test z biologi. Jak ja kocham testy... Kiedy byłam w trakcie dogłębnego analizowania komórki roślinnej, ktoś zaszedł mnie od tyłu i przysłonił ręką oczy. Wystraszyłam się, gdyż nie wiadomo co za pedofil może Cię zaskoczyć. Jednak ta dłoń była mi dobrze znana. Delikatna skóra, długie paznokcie i niewielki, srebrny pierścionek na placu wskazującym- Caroline. Przyciszyłam muzykę, ściągnęłam słuchawki i odwróciłam w stronę przyjaciółki.
-Hej. Co Cię do mnie sprowadza?-podniosłam się z trawy jednocześnie pakując książki do torby. Dopiero teraz spostrzegłam przygnębienie na twarzy Care i opuchnięte oczy od łez.-Co się stało?- chwyciłam ją za ramiona czym samym powodując wyrwanie jej z dziwnego transu.-Caroline odezwij się proszę. -dziewczyna patrzyła na mnie tępym wzrokiem, więc lekko zaczęłam ją szarpać za ramiona.
-Co ty robisz?-odpowiedziała tonem, który miał być groźny ale wyszedł bezbronny i pełen strachu.
-Próbuję przywrócić Cię na ziemię. Co się stało?
-Bo moja mama...-z jej oczu zaczęły cieknąć łzy. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Nie skarżyła się aby miała jakieś problemy.
-Powiedz to wreszcie!-podniosłam głos, aby w końcu powróciła do względnego porządku. Jej szklisty wzrok przeszył mnie na wylot. Nie potrafiłam do niej dotrzeć. Chwyciłam ją za nadgarstek i pociągnęłam w stronę szkoły. Po drodze masa ciekawskich par oczu nas nie opuszczała, ale ja miałam to gdzieś. W tej chwili liczyło się tylko dobro mojej przyjaciółki. Dotarłyśmy pod gabinet pani Lange. Nie zwracają uwagi na protesty sekretarki, delikatnie zapukałam i nie czekając na odpowiedz weszłam do środka. Zastałam w środku nie małe towarzystwo, ale nie ominęło mnie ciepłe przywitanie ze strony dyrektorki.
-Och Emily masz cudowne wyczucie czasu. Miałam własnie po ciebie kogoś posłać. Chciałabym Ci przedstawić....
-Czy to może chwileczkę poczekać?-popatrzyła się na mnie z pytajnikami w oczach. Dopiero po chwili przeniosła swoje spojrzenie na Caroline. Dziewczyna nie wyglądała dobrze. Była cała blada, a rozmazany makijaż spływał wraz ze łzami po policzkach i osadzał się na białej bluzce.
-Na miłość boską co się stało?-podbiegła do Care, które kompletnie nie reagowała.
-Nie mam pojęcia. Siedziałam na dziedzińcu i przyszła do mnie kompletnie otępiała.
-Caroline czy ty coś brałaś?-dopiero teraz się zorientowałam że jej źrenice są rozszerzone.- Caroline czy ty mnie słyszysz?!
-Niech pani nie próbuje, kompletnie nie reaguje. Wydukała tylko coś o swojej mamie a potem zamilkła.
-Dobrze, posadź ją na fotelu. Zaraz zawołam pielęgniarkę.
-Niech zadzwoni pani od razu po psychologa. Ja spróbuję dodzwonić się do jej mamy.
-Ale ona nie odbierze...-nie zrozumiałam co powiedziała, gdyż jej szept był ledwie słyszalny.
-Co mówisz, Care? Błagam odezwij się.-uklękłam przed dziewczynom i obserwowałam jej zachowanie. Słyszałam jak p. Lange rozmawia z pielęgniarka przez telefon. Czułam na sobie również czyjś wzrok, ale nie zwracałam na to uwagi. Nie zwróciłam również uwagi na fakt iż wcześniej pełny gabinet, stał się prawie pusty a obok pojawił się jakiś chłopak. Rzuciłam mu przelotne spojrzenie. Był wyższy ode mnie o głowę, to pewne. Miał brązowe nie za krótkie włosy, które w niektórych miejscach opadały na jego czoło. Niebieskie oczy były wpatrzone w moja przyjaciółkę.
-O ile się nie mylę powiedziała, że ona nie odbierze.-głos miał przyjemny dla ucha. Ciepły i z nutą arogancji wymieszanej z rozbawieniem. Nie wiem czy zawsze w taki sposób mówił, czy ta sytuacja go jakoś bawiła.
-Boże Care powiedz coś.-jak gdyby nigdy nic dziewczyna zaczęła jeszcze bardziej płakać, a na domiar złego jej ciałem zawładnęły niekontrolowane drgawki. Chłopak klęczący obok mnie, próbował ją uspokoić ciepłymi słowami, jednak ja wiedziałam, że to na nic się nie zda. Wstałam i zaczęłam nerwowo chodzić po pomieszczeniu. Czy powinnam to zrobić teraz? Czy może zaczekać na pielęgniarkę? Zerknęłam szybko na Caroline i już wiedziałam, że nie mogę dłużej czekać. Jej oczy robiły się czerwone, a twarz powoli siniała. Podeszła do niej odpychając chłopaka i z całej siły uderzyłam ją w policzek. Nie sądziłam, że mam aż tyle siły. Zostawiłam jej niezłą pamiątkę w postaci czerwonej plamy na policzku, ale przynajmniej zaczęła oddychać i przestała się trzepać. Popatrzyła na mnie tępym wzrokiem, kilka razy zamrugała i w końcu normalnie się odezwała.
-Za co to było?- dotknęła cały czerwony i zapewne piekacy policzek. Podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam. Kompletnie nie rozumiała co się dzieje.
-Nigdy więcej tak nie rób, rozumiesz? Nigdy!
-No dobrze ale co się stało? 
-Nic nie pamiętasz?  Przyszłaś do mnie i zaczęłaś się dziwnie zachowywać.  Mówiłaś coś o swojej mamie. Coś się stało?  
-Nie wiem, nie pamiętam. -była kompletnie zdezorientowana. Rozglądała się po gabinecie pustym wzrokiem.
-Dobrze Caroline idź do pielęgniarki.-odezwała się dyrektorka ewidentnie przejęta całym zajściem. 
-Pójdę z nią. 
-Nie Emily. Masz do wykonania swoje zadanie. Do Caroline udasz się później. - odwróciłam się do przyjaciółki i posłałam jej przepraszające spojrzenie. Ona jak gdyby nigdy nic opuściła pomieszczenie i zniknęła za dębowymi drzwiami. Odwróciłam się do dyrektorki i wbiłam w nią spojrzenie.
-A więc kto dzisiaj?-dodałam w to pytanie tyle słodyczy i radości,  że aż mnie zaczęło mdlić.  Dopiero po chwili spojrzałam na nowych uczniów.  Jednym był ten, który mi pomagał,  ale ten drugi..... mój Boże jakie ciacho. Jego piwne oczy świdrowały mnie od dołu do góry.  Około 180 centymetrów wzrostu i brązowe włosy rozwiane przez wiatr. Miał w sobie coś pociągającego, ale zarazem niebezpiecznego. 
-Poznaj Nathana Hils'a-wskazała na niebieskookiego, który energicznie pomachała do mnie rękom. Uśmiechnęłam się na ten gest od ucha do ucha.- Oraz Jack'a Black'a-o matko nie dość że Bóg, to jeszcze ma imię które tak uwielbiam i tak mroczne nazwisko. Kiedy mój wzrok powędrował w jego stronę, myślałam, że padnę. Jego uśmiech był tak nieziemsko powalający, ze czułam tylko jak moje policzki robią się czerwone.
-Miło mi.-powiedziałam niepewnym głosem.- Jestem Emily Johnson.-wyciągnęłam rękę i uścisnęłam ją z obydwoma chłopakami.
-Emily czy mogłaś byś dzisiaj pobieżnie pokazać chłopakom szkołę?
-Czy to jest konieczne?
-Emily. Wywiązuj się ze swoich obowiązków.-skarciłam mnie dyrektorka. Popatrzyłam na nią błagalnie. Jedyne co chciałam w tej chwili zrobić, to pobiec do Caroline i dowiedzieć się wszystkiego. A jeżeli prawda byłaby straszny, postarać się jej pomóc. Jednak ostry i karcący wzrok Sophie zmusił mnie do zmiany planów. Podniosłam z podłogi moją czarną torbę, otworzyłam na oścież drzwi i pokazał teatralnym gestem aby chłopcy wyszli. Zabrali swoje rzeczy i posłusznie wyszli.
Po godzinie pałętania się po szkole i po raz kolejny gadania gdzie co jest i co się tam robi, nastapila przerwa na lunch. Jak zawsze wyszlam na dwór i siadlam pod dużym dębem na dziedzińcu. Z tego co się dowiedziałam Caroline poszła do domu. A raczej pielęgniarka ją odwiozła. Nikt nie chcial mi nic więcej powiedzieć, więc musialam czekać. A to jedna z rzeczy których nienawidzę. Czekanie. Bezczynne siedzenie, stanie czy Bóg wie w jakim stanie się znajdując i po prostu zastanawiać się co przyniosą kolejne minuty, godziny, dni, tygodnie, miesiące, lata. Strata czasu. Czekanie zajmuje nam pewnie połowę życia. Bo wiecznie na coś czekamy. I nigdy się tego w 100 % nie doczekamy.
-Mozna?-gwałtownie podniosłam głowę, aby ujrzeć kto jest adresatem tych słów. Był to Nathan. Mówiąc szczerze polubiłam gościa. Jak nikt od początku roku był szczerze zainteresowany tym co mówię. Dyskutował ze mną i żartował. Nie to co Jack..... ale w sumie mi to nie przeszkadzało. Liczył się tylko fakt, że jest ze mną w jednym pomieszczeniu. Że oddychamy tym samym powietrzem. Chwileczkę. Co ja bredzę?
-Tak oczywiście.-przesunęłam się lekko w bok, udostępniając kawałek pnia mojemu towarzyszowi. On jednak wolał usiąść na przeciwko mnie.-Gdzie zgubiłeś swojego przyjaciela?-po cholerę ja to palnęłam.
-Poszedł gdzieś z jakąś blondynką.
-Typowy facet. Niech zgadnę- wysoka, włosy do dupy, wysokie szpilki, krótka mini?
-Zgadza się. Kto to?
-Nicole. Największa diwa i idiotka w tej szkole. Dziewczyna moje "przyjaciela".
-Co miał oznaczać ten cudzysłów?
-Fakt, iż nie wiem czy ten osobnik zasługuje na miano mojego przyjaciela.
-Przespał się z twoim chłopakiem?-wybałuszyłam oczy.
-Sugerujesz, że jest gejem?
-Wygląda mi na kogoś gustujące we własnej płci-wybuchnął śmiechem tak szybko jak ja.-A tak serio, czemu masz wątpliwości?
-Pierwsza sprawa-spotyka się z moim największym wrogiem. Ja i Nicole nigdy się nie lubiłyśmy, od najmłodszych lat rywalizujemy i wchodzi sobie do gardeł na każdym kroku. Po drugie- Liam jest seryjnym idiotą, ślepym idiotą ponieważ rzekomo przyjaźni się z również z Caroline i niegdyś spędzaliśmy razem masę czasu i nie wiem jakim cudem nie mógł zauważyć, że ona ma ochotę go schrupać. Wkurzył mnie tym, ze na jej urodziny przyszedł z Nicole. A Caroline bardziej ode mnie jej nienawidzi. Zawsze musi jej odbić każdego faceta, a potem publicznie upokarzać.-po skończonym monologu, popatrzyłam na mojego towarzysza i dostrzegłam w jego oczach nutkę rozbawienia.- Wiem, ze moje problemy mogą być zabawne i mega nudzić, ale....
-Wcale nie są nudne.
-Ale na pewno zabawne.-wiedziałam, że miał ochotę skłamać.-I nie kłam. Jest to po ciekawości druga ludzka cecha, której nienawidzę.
-No dobrze. Może i jest to trochę zabawne. Głównie dlatego, że przejmujecie się kimś takim jak ona. Byłem skazany na jej towarzystwo przez pięć minut i wyobrażam sobie jak wy musicie się w nim czuć przez całe życie. Ale ona nie zasługuje na Waszą nienawiść, ani gram uwagi. Nie powinnyście się nią przejmować.
-Nie wierzę. Jeszcze nikt nigdy czegoś takie nie powiedział. Widziałam nieraz to współczucie w oczach innych kiedy dochodziło między nami do konfrontacji, ale nikt nigdy nie stanął po mojej czy Care stronie i postawił się tej królowej.
-Jeżeli dojdzie do takiego spotkania, wiedź że z miłą chęcią stanę w Waszej obronie.
-Jesteś kochany.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zlituje się nad tymi którzy czekają i dodam kolejny rozdział ;)
Wybaczcie mi za wszystkie błędy,  ale dodaje rozdział z telefonu i nie miałam zbytnio okazji aby poprawić wszystko na komputerze. Mam nadzieje ze wszystko jest w miarę zrozumiałe,  a te błędy ortograficzne,  stylistyczne itp. mi wybaczczycie :) 
 

1 komentarz:

  1. :3 na reszcie się ciekawie zaczyna :D mam farta że wiem o co chodzi w tym blogu tylko zbytnio nie rozumiem co z moją Caroline XD ale rozdział zajebisty i czekam na dalszą część my dear :3

    OdpowiedzUsuń