niedziela, 15 lutego 2015

One

Koniec wakacji. Po bardzo udanych dwóch miesiącach najwyższa pora wrócić do normalności. Szkoła. Drugie miejsce po moim luksusowym domu, w którym czuję się bezpiecznie. Wiem, pewnie pomyślicie sobie, że jest jakaś dziwna. Pewnie kujonka w golfach i spódnicach po ziemię, okularkach i tą dziwną grzywką. Wyprowadzę Was z błędu. Jestem zupełnym przeciwieństwem tej tradycyjnej kujonki.
Na moim zegarku wybiła siódma rano. Leniwie wstałam i udałam się szybko do łazienki. Zimny prysznic powinien mnie od razu postawić na nogi. Nie myliłam się. Po dziesięciu minutach wyszłam owinięta ręcznikiem z mojej przytulnej łazienki do prostego pokoju. Duża przestrzeń. Przeważające kolory-biel i czerń, kontrast- czerwień. Zostawiając mokre ślady na czarnych panelach poczłapałam do garderoby. Nie wielkie pomieszczenie, w którym czuje się najbezpieczniej w domu. Wiele kryjówek, które nieraz uratowały mi tyłek. Wyciągnęłam tradycyjny zestaw ubrań. Czarna spódnica, turkusowy top i skórzana kurtka. Do tego albo turkusowe baleriny lub jakieś adidasy. Na czarną koronkową bieliznę założyłam wymieniony wyżej zestaw ubrań i wróciłam do łazienki by zając się twarzą i włosami. Nie byłam brzydka. Nieskazitelna cera, pełne usta i piwne oczy. Do tego ciemno brązowe włosy, których nienawidzę. Są zbyt proste. Poza tym mam prawie 170 centymetrów wzrostu i idealne wymiary na modelkę, którą nie mogę być z wiadomych przyczyn. Wiele gangów nie ma pojęcia jak wyglądam i dla mojego własnego dobra niech tak pozostanie. Rozczesałam włosy, po czym potraktowałam je lokówką. Nałożyłam cienką warstwę pudru, tusz na rzęsy i błyszczyk na usta. Sprawdziłam czas-7.45.
-Cholera...-zaklęłam pod nosem, po czym chwytając w ręce torbę i kluczyki od samochodu zbiegłam do salonu. Mój dom nie był nie wiadomo jaką rezydencją. Cztery sypialnie na piętrze plus cztery łazienki i siłownia. Na poddaszu moja mała kryjówka, ale o niej może w przyszłości. Na parterze dużych rozmiarów salon, mała kuchnia, gabinet taty oraz jego pokój, jadalnia, łazienka oraz biblioteka. Zwyczajny dom.
Jak mogłam się spodziewać, mój tata już siedział na kremowej kanapie i czytał poranną prasę z kubkiem w ręce. Wyrwałam mu go, wypiłam całą zawartość po czym dałam całusa w policzek. Była to rutyna, więc brak reakcji z jego strony mnie nie zdziwił.
-Pierwszy dzień szkoły, a ty już spóźniona.
-Wcale nie. Zostało mi-sprawdzam zegarek- cholera pięć minut!
-Podwieźć Cię?
-Przecież mam samochód.
-Ale jeździsz jak ślimak. Ubieraj buty i bez gadania wsiadaj do auta.-zrobił groźną minę, ale jego oczy były  pełne radości. Wykonałam polecenie i już po chwili byłam w drodze do szkoły. Mój dom znajdował się na obrzeżach Nowego Orleanu. Okalające go lasy były cudowne i skrywały masę ciekawych tajemnic. Jadąc nowiutkim białym Lamborghini nie zdziwiłam się, że po pięciu minutach byłam na parkingu szkoły wypełnionym po uszy uczniami. Zamieniłam kilka zdań z tatą, po czym opuściłam cudowne auto i ruszyłam w stronę budynku szkoły. Idąc zamyślona, nie zwróciłam uwaga, że w moją stronę biegła niska dziewczyna. Dopiero jej pełen entuzjazmu podniesiony głos tuż przy moim uchu, wyrwał mnie z zamyślenia.
-Nie drzyj tak tej twarzy!
-Mi tez miło Cię widzieć. Co tam?-wyszczerzyła się ukazując rząd idealnie białych zębów. Dziewczyną tą była Caroline- moja najlepsza przyjaciółka. Lekko pokręcona dziewczyna, która od jakiś czterech lat przechodziła wahania nastroju. Miała około 160 centymetrów wzrostu, śliczne zielone oczy, jasną karnację i długie brązowe włosy. A przynajmniej takie były przed wakacjami. Postanowiła coś w sobie zmienić, gdyż faceci na imprezach patrzyli głównie na mnie. Planowała zrobić się na rudą, jednak nałożyłam jej zbyt mało farby i wyszło takie coś. Niby to rude, ale niezbyt podobne. Taki brudny blond trochę... No po prostu ma dziwaczne włosy, ale jej się podobają. Ważne chociaż tyle.
-Kochana, gadałaś wczoraj ze mną o północy przez telefon. Od tego czasu niewiele się zmieniło.
-Ty jak zwykle taka poważna. Już widać czemu nie masz chłopaka.-szłyśmy już szkolnym korytarzem, a ja byłam zmuszona do wysłuchiwania paplania mojej przyjaciółki.- Czemu się w końcu nie zabawisz i pokażesz pazurki? Każdy się przed tobą pławi i chciałby chociaż zamienić zdanie. Czemu z tego nie skorzystasz?
-Bo w porównaniu do ciebie nie mam zamiaru zaliczyć całej szkoły.
-No tak ty szukasz tej jedynej, prawdziwej miłości. Wiesz, że ona tylko w bajeczkach i tanich romansidłach jest?
-Wiem. Dlatego tego nie czytam. Wolę jakieś poruszające przygody z nutką grozy i romantyzmu. A wracając do twojego stwierdzenia- nie chce księcia z bajki. Chce pełnego tajemnic faceta, który z początku będzie mnie wkurzać, a później swym urokiem osobistym i trudnym charakterem zawładnie moim sercem.
-Straszne.
-Wcale nie.
-Wcale tak.
-Nie kłóć się.
-To ty się kłócisz.
-Wcale nie.
-Wcale tak.
-Och przymknij się!
-Ty też!
-Ja też mam?-obok nas pojawił się wysoki chłopak liczący jakieś 190 centymetrów wzrostu o zmysłowych niebieskich oczach i ciemnych jak noc włosach ułożonych w artystycznym nieładzie. Jego idealnie białe zęby, emanowały białą poświatą. Kiedy tylko Caroline popatrzyła na chłopak, na jej twarzy pojawił się czerwony rumieniec. Po chwili jednak zastąpił go obojętny wyraz twarzy i z zimnym spojrzeniem, bez słowa odeszła w stronę klas. Z twarzy chłopaka zszedł uśmiech a zastąpił go wyraz zdziwienie. Boże jakim on jest kretynem i ślepotą.
-O co jej chodzi?
-Liam, rusz tym czymś co masz w głowie a może w końcu Cię olśni i zobaczysz, coś narobił.
-Tak znowu moja wina. Ciekawe czym zawiniłem.
-Tą blond suką, która właśnie tutaj idzie. Idź ją przelecieć w kantorka na miotły. Z tego co pamiętam macie zaliczyć każdy centymetr tej szkoły, więc od tamtą najlepiej zacząć. Życzę miłego dnia.- sztucznie się uśmiechnęłam, wyciągnęłam potrzebne mi książki z szafki i ruszyłam w stronę klasy, w której miałam mieć właśnie biologie.
-Emilly Johnson proszona jest do gabinetu dyrektora w trybie natychmiastowym!-piskliwy głos młodziutkiej sekretarki rozległ się w głośnikach. Wszystkie pary oczy skierowane zostały na mnie. W niektórych widziałam współczucie, w innych wielkie znaki zapytania a w jeszcze innych pogardę i rozbawienie. To spojrzenie należało do blond suki, która miała przyjemność spotkać z samego rana.
-Gratulacje, Johnson. Wpisałaś się na karty historii tej szkoły. Ledwie się rok szkolny zaczął, a ty już na dywanik do Donalda. Pozdrów go.
-Napomknę jeszcze, że wpadniesz do niego wieczorem i dokończysz to co zaczęłam tydzień temu. Na pewno się ucieszy.-pół korytarza wybuchło śmiechem, a ja uradowana i spiorunowana przez wściekły wzrok Liama i pełen nienawiści blond suki, ruszyłam do gabinetu dyrektora. Nie wiedziałam czemu mnie wzywa o tak wczesnej porze. Czyżby dowiedział się, że to ja jestem nadawcą wszystkich plotek na temat jego romansu z tą dziwką? Jeżeli tak to mam ostro przerąbane. Nie myślcie sobie, że jestem bezdusznym człowiekiem, który znęca się nad innymi.
Otóż pewnego dnia, spacerując z córką sąsiadów po parku dostrzegłam między drzewami jaką parkę. Niby normalny widok, ale mężczyzna, który trzymał na kolanach młodą dziewczynę,  miała siwe włosy i pomarszczoną skórę. Ona natomiast długie blond włosy i nieskazitelną cerą. Podeszłam bliżej i dyskretnie ukryłam się za drzewem. Kiedy skończyli wchodzić sobie do gardeł, doznałam szoku. Tak, ten widok powalił mnie na kolona. Parką, która postanowiła publicznie okazywać sobie uczucia był nasz dyrektor i obecna dziewczyna Liam'a. Już wtedy ze sobą byli, ale kiedy opowiedziałam mu o tym co widziałam- wyśmiał mnie. Wtedy też sprawiłam, że Caroline dowiedziała się o tym toksycznym związku. Od lat podkochuje się w naszym przyjacielu. Nieraz dawała mu znaki, ale on- największy idiota, którego znam, ale którego kocham- nie reagował. Care po tygodniu opłakiwania tego, pogodziła się z tym, ale nigdy nie chciała ich widzieć razem w swoim towarzystwie. Jednak on złamał dotrzymaną obietnice. Przyszedł z ta jędza na imprezę urodzinową Caroline, czym samym doprowadził do jej zakończenia i złamanego na milion kawałków serca.  Od tamtego czasu, czyli od 20 lipca dziewczyna omijała go szerokim łukiem. Ja jasno oznajmiłam, ze nie załagodzę sytuacji, ponieważ również byłam wściekła na chłopaka. Od czasów przedszkolnych trzymaliśmy się razem i nienawidziliśmy Nicole (brak mi już określeń na jej osobę), a on jak gdyby nigdy nic zaczął z nią chodzić. Kiedy mi się przyznał, jeszcze po prawie pięciu miesiącach trwania związku miałam ochotę go zabić. O dziwo na jego prośbę nie wyjawiłam tego sekretu Caroline. A w sumie powinnam. Może sytuacja potoczyłaby się inaczej, a tak to całe wakacje byłam skazana na jej próby zapomnienia o uczuciach do przyjaciela.
Stanęłam przed drzwiami gabinetu dyrektora i delikatnie zapukałam.
-Proszę.-rozległo się wołanie po drugiej stronie. Lekko zdziwiona, usłyszeniem ewidentnie kobiecego głosu weszłam do środka. To co zobaczyłam powaliło mnie z nóg. Przy biurku z masą papierów siedziała młoda kobieta o kasztanowych krótkich włosach i brązowych oczach. Przyglądała się mojej reakcji z nie lada rozbawieniem, którego nie kryła w żaden sposób.-Może lepiej usiądź, abyś mi tu nie padła. -wykonałam polecenie, nadal przyglądając się uważnie kobiecie.-Dobrze, jak mniemam nie spodziewałaś się MNIE tutaj.
-Nie.
-Rozumiem. Uczniowie nie zostali poinformowani o gwałtownych zmianach w gronie pedagogicznym tej szkoły. Nazywam się Sophie Lange i od początku sierpnia jestem tutaj dyrektorką.
-W takim razie miło mi panią poznać. Jeżeli można wiedzieć, co stało się z panem Whitmore'em?
-Został osądzony o wykorzystywanie nieletnich, ale proszę nie mów o tym wszystkim.
-Wiedziałam!-radośnie krzyknęłam, czym samym przykułam jeszcze większą uwagę nowej dyrektorki.-Przepraszam. Podczas wakacji wydawało mi się, że dyrektor Whitmore miał bliższe kontakty z niektórymi uczennicami.
-Jak widzisz, twoje przypuszczenia okazały się prawdziwe.
-Jak widać. Mogę wiedzieć co tutaj robię?
-Podczas wakacji przejrzałam karty wyróżnionych uczniów. Twoje nazwisko i osiągnięcia przykuły moja uwagę dlatego chciałam Cię osobiście poznać i dowiedzieć sie czegoś o paru nurtujących mnie sprawach.
-Jeżeli jest pani ciekawa jakim cudem z ocen dostatecznych z fizyki i matematyki wyszłam na bardzo dobre, to od razu mówię, że nie miałam romansu z panem Tompsonem.- nie wiem po co to powiedziałam. Jak się denerwuję paplam bzdury.
-Że co? Nigdy bym Cię o coś takiego nie oskarżyła. Nie wyglądasz mi na osobę, która dla nic nie znaczący ocen w przyszłości posunęłaby się do czegoś takie.-wypuściłam ze świstem powietrze z ust, a pani Lange się promiennie uśmiechnęła.-Chciałam porozmawiać z tobą o innych sprawach. Zajmie nam to trochę czasu, więc nie martw się usprawiedliwię Cię na lekcjach.
-Dziękuję.
-Będzie to na zasadzie jakby wywiadu. Obiecuję, że nic co mi powiesz nie wyjdzie po za ściany tego pokoju.
-Dobrze...-powiedziałam nie pewnie, nie mając bladego pojęcia o czym chce rozmawiać. Jaki mam stosunek do uczniów? Nauczycieli? Co mnie z kim łączy? Co łączy jakieś osoby z innymi? Z kim sypiał Whitmore?
-Powiedz mi czy wiesz czym zajmuje się twój tata?-wytrzeszczyłam ze zdziwienia oczy. A, więc o tym chce rozmawiać. Zarąbiście.
--------------------------------------------------------------------------------------------
Mamy rozdział pierwszy :)
Liczę na jakieś komentarze i proszę, żeby nie były tylko pozytywne bo to jest żałosne xD

4 komentarze:

  1. Hsjdhrbhehsbwjsnnskrjrie tyle czekania *o* jeszcze Caroline ale te rudopodbne włosy mogłaś sobie odpuścić XD ale i tak rozdział epicki i czekam na więcej <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Pare błędów, ale to nic bo blog jest niesamowity

    OdpowiedzUsuń
  3. Super! Od razu przypadło mi do gustu. No i jak widzę, ja i Emily mamy podobny gust, co do facetów. Myślę, że byśmy się dogadały. xD
    Cóż, niestety znów powtórzenia. I powinnaś sobie poczytać o zapisie dialogu. Wierz mi, wiem jak trudno się potem odzwyczaić. Sama niedawno o tym się dowiedziałam, a nadal muszę sie poprawiac. Ach, no i przymiotniki z "nie" piszemy razem. ;) Dam Ci małą radę. Powinnaś przed opublikowaniem rozdziału przeczytać go raz uważnie, a zobaczysz, jak szybko wyłapiesz błędy. Jeśli to dla Ciebie problem, to może załatw sobie korektorkę? Nie musiałabyś się tym martwić.
    Z uśmiechem będę czekała na dalszy ciąg i mam nadzieje, że nie potrwa to długo, bo rozbolą mnie policzki. Tu jest moment, w którym powoli powinnam się zamknąć. Bogowie, jak ja się cieszę, że lubisz długie komentarze. Inaczej byś ze mną nie wytrzymała.
    Znowu się rozgaduje...
    Nie przeciągając... XD
    /Majalissa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że ty mi te błędy wyłapiesz :D
      Uwierz lub nie, ale czytam nawet kilka razy zanim dodam, jednak mój mózg jest tępy i nie wpoi tych wszystkich zasad. Mam nadzieję, że te błędy nie są jakoś bardzo tragiczny i ważne jest żeby sens wypowiedzi, zdania, wyrazu był jasny. Czytam takie blogi, gdzie się czasem 5 minut zastanawiam co tam pisze xD
      I na Anioła jak można tak długie komentarze pisać? :D
      Czekaj cierpliwie, dodam raczej we wtorek ;)

      Usuń