piątek, 27 lutego 2015

Four

Kolejne dni mijały mi bardzo podobnie. Cały dzień przesiadywałam w szkole, potem wracałam do domu i siedziałam w książkach. Rutyna na której opiera się 1/4 życia każdego człowieka. Po prostu żyć nie umierać.
 Bogu dzięki nadszedł upragniony weekend. Postanowiłam, że tego dnia się zabawię i totalnie wyluzuję. I robię to głównie ze względu na Caroline. Jak się okazało jej matka zaginęła, a ojciec ma to głęboko w poważaniu. Po tym ja Care bardzo to przeżywa, stwierdziłam, że chwila rozrywki jej dobrze zrobi. Zważywszy na to, że Nathan wyraził chęć spędzenia z nami tego dnia. Ciesze się bardzo, gdyż świetnie się dogadujemy. Nie mówię, że coś z tego będzie, ale jest on świetny jako przyjaciel. Nie to co Liam...
Leżałam w salonie z książką w ręka. Postanowiłam w końcu skończyć, zaczętą na początku wakacji historię o miłości, śmierci i wyborach, które nie zawsze do nas należą. Książka nosi tytuł "Zostań
jeśli kochasz". Średnio mi się podoba, ale nie narzekam. Byłam właśnie na momencie imprezy Hallowenowej kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Nie patrząc na to kto dzwoni, odebrałam.
- Halo?
- Witaj piękna.- przez dłuższą chwilę zastanawiałam się kto mówi. Na początku sądziłam, że to mój były ma czelność do mnie dzwonić, ale szybko zdałam sobie sprawę, że nie używał takich zwrotów w moim adresie.
- Kto mówi?
- Och błagam Cię nie czujesz tego sarkazmu w moim głosie?- tylko jedna osoba ma przesiąknięty sarkazmem głos.
- Nathan. Skąd masz mój numer?
- Powiedzmy że pewna piękna blondynka była skłonna mi go użyczyć.
- Caroline?
- Zgadłaś.
- A gdzie ty ją spotkałeś?
-W monopolowym. Kupowała cztery zgrzewki piwa. Nie wiedziałem że z niej taka niegrzeczna dziewczynka.- wiedziałam że na jego twarzy tkwi ten wredny uśmieszek.
- Bardzo śmieszne. Po co dzwonisz?
- Upewnić się czy wieczór aktualny.
- Przemyślę to jeszcze.
- Świetnie. Będę o 19 pod twoim domem.
- Nie znasz adresu geniuszu.
- Dlatego liczę, że mi go podasz.
- Podziękuję. Będę już wtedy u niegrzecznej blondynki. Myślę, ze poczęstuje mnie jedną zgrzewka piwa.
- Chcesz pić beze mnie?
- Z tobą się boje. Jeszcze mnie upijesz i ktoś mnie wykorzysta.
- Dramatyzujesz. A więc punkt 19. Masz być trzeźwa.
- Postaram się. - rozłączył się. Spojrzałam na zegarek- była 15. No cóż pasowałoby się zacząć zbierać. Zabrałam swoje rzeczy i poszłam do pokoju. Wygrzebałam z szafy kilka sukienek, wzięłam dwie pary szpilek oraz jakaś marynarkę. Wszystko rzuciłam na łózko i udałam się do łazienki na szybką kąpiel. Po piętnastu minutach byłam już gotowa i ubierałam się w jakieś stare ciuchy, kiedy tata raczył mnie nawiedzić w pokoju.
- Gdzie się wybierasz?- Ocho. Jeżeli rozmowa zaczyna się tym pytaniem, to znaczy że zaraz pojawi się problem i tysiąc "ale".
- Jadę do Caroline, a potem do jakiegoś klubu.
- Z kim?
- No z Caroline.-po jego minie wiedziałam, że nie kupi tylko jej imienia.-I z kolegą i jego znajomymi. Jakiś problem?
- O której masz zamiar wrócić?
- Rozważam opcję zostania na noc Care. Co ty na to?
- Co to za klub? Przyjadę po ciebie o 24.
- Oj tato nie rób siary! Nie idę z przestępcami tylko zwykłymi nastolatkami trochę się zabawić. Nagle po wakacjach, które o dziwo pozwoliłeś mi spędzić w Los Angeles, zamieniasz się w ojca tej dziwki?
- Licz się ze słowami. I wcale się nie zamieniam w Henry'ego. Byłaś w Los Angeles, ponieważ pojechałaś z Adamem. Najodpowiedzialniejszym młodym człowiekiem jakiego spotkałem.- w moich oczach momentalnie pojawiły się łzy. Dlaczego wszyscy zawsze muszą wspominać o moim byłym? O człowieku który rzekomo mnie kochał i który zrobiłby dla mnie wszystko? I zawsze muszą mnie winić o rozpad tego "idealnego" związku? Moje łzy nie uszły uwadze ojca, który momentalnie stanął przede mną i chwycił moją twarz w swoje ręce.- Kochanie co się dzieje? Dlaczego płaczesz?-próbując nie wybuchnąć prawdziwym szlochem, który kryje w sobie od prawie dwóch miesięcy, zamykam oczy i podchodzę do okna stając do ojca plecami. Pozwalam aby kilka łez spłynęło po moich policzkach, po czym odpowiadam.
- Nigdy więcej nie wspominaj o tym gnojku w moim towarzystwie, jasne?
- Dlaczego? Myślałem, że to ty z nim zerwałaś.- Boże, nawet własny ojciec ma o to do mnie pretensję. Wyczuwam to jego zażenowanie moim zachowaniem w jego głosie. Nie mogę mu powiedzieć prawdy, bo zabije Adama.... A w sumie co mnie to obchodzi? Lepiej aby zniknął z tego świata i pozwolił mi żyć w spokoju.
- Tak ja z nim zerwałam. Ale wiesz dlaczego? Ponieważ zdradził mnie z Juliette. Na moich oczach robił to czego tak strasznie nie chciał robić ze mną. I wiesz, że to nie był jedyny raz, wtedy podczas wakacji? Od samego początku, kiedy tylko poznał tę podłą szmatę mnie zdradzał. Więc zostaw mnie w spokoju i nigdy nie używaj ich imion przy mnie.- ostatnie słowo wykrzyczałam, po czym zabrałam torbę z ubraniami i wybiegłam z domu. Słyszałam jeszcze w oddali nawoływania ojca, ale miałam to gdzieś. On zawsze musi poruszyć najgorszy temat w najmniej odpowiednim momencie. Mówiąc prościej zjebał mi cały wieczór jednym głupim imieniem.

Głośna muzyka rozbrzmiewała w moich uszach. Siedziała przy stoliku, w kącie pomieszczenia trzymając kolejna już szklankę jakiegoś trunku. O dziwo nie byłam jeszcze wstawiona, co znaczy że wakacyjne pijaństwo przyniosło skutki. Patrzyłam przed siebie jak moi znajomi świetnie się bawią. Caroline i Nathan szaleli na parkiecie. W drodze do klubu wstąpiliśmy po Karen i teraz dziewczyna była obiektem westchnień dwóch kupli  Hils'a- Jordana i Michaela. Ja niestety pozostałam sama zalewając smutki w czymś tam. Po drodze zapytałam Nathana czy będzie Jack. Oczywiście nie umknął mi jego wredny uśmieszek podczas udzielania odpowiedzi. Powiedział, ze jego przyjaciel ma randkę z jakąś Francuską i niestety nie ma możliwości zabawienia się z nami. Byłam lekko zawiedziona. No dobra, ta informacja jeszcze bardziej zepsuła mi wieczór. Przez ten tydzień miałam wiele sposobności aby poznać Black'a. Pokazał mi się głównej ze swojej wrednej i pewnej siebie natury. Nie mówię- podoba mi się to. No, ale jestem skazana na kreowanie nas jako pary w mojej strefie marzeń. Boże o czym ja gadam? Jaka para? Jesteśmy z dwóch rożnych półkul. Ja ułożona i porządna, on tajemniczy, wredny i zbyt pewny siebie. O czym ja do cholery myślę?
- Johnson, miałem Cię upić, więc czemu robisz to sama?- z zamyślenia wyrwał mnie rozbawiony głos Nathana. Najwyraźniej wiedział o czym myślę. Świetnie, jeszcze mi tego brakowało.
- Uciesze Cie- jestem jeszcze jak najbardziej poczytalna.
- To cudownie. Masz siłę pokazać tej bandzie leszczy jak się tańczy.
- A skąd wiesz, że umiem?
- Zaraz się przekonamy.- nie zważając na moje protesty, wyciągnął mnie z przytulnego kąta i próbował zaciągnąć na parkiet. Niestety tutaj postawiłam mu małe schodki. Jak tylko mogłam, stawiałam opór. Jednak nie przemyślałam dokładnie tego i już po chwili przerzucona przez ramie chłopaka zmierzałam w tłum tańczących osób. Krzyczałam aby mnie puścił, jednak głośno muzyka wszystko zakłócała. Po pewnym czasie postawił mnie centralnie przed sobą i ze swoim wrednym uśmieszkiem patrzył na moje pełne mordu oczu.
- No dalej Johnson nie strzelaj fochów. Zabaw się chyba po to tutaj przyszłaś, prawda?- jego uśmiech był tak denerwujący a zarazem zaraźliwy, że grzechem byłoby się nie uśmiechnąć.- Od razu lepiej. A teraz jeżeli pozwolisz wrócę do mojej niegrzecznej blond partnerki.- zaczął się oddać a ja stanęłam ja wryta. Wyciągnął na środek parkietu tylko po to aby po chwili sobie odejść? Wolne żarty. Stałam tak i przyglądałam się tańczącym ludziom. Wszyscy świecili się od potu, ale to im nie przeszkadzało. Ocierali się o ciała obcych osób, ale to ich również nie ruszało. Mnie to natomiast brzydziło. Zwłaszcza jedna parka. Dziewczyna była strasznie ładna- długie czarne włosy, które sięgały jej do tyłka miała związane w prześlicznego warkocza.  "Mała czarna", która ledwie zakrywała jej zgrabny tyłem idealnie współgrała z wysokimi czerwonymi szpilkami i ogromnymi również czerwonymi ustami. Kompletnie bym nie zwróciła na nią uwagi, gdyż połowa dziewczyn tutaj była podobnie ubrana, w tym ja. Proste czarne sukienki i wysokie szpilki. Do tego ostry makijaż i w jakiś nieziemski sposób ułożone włosy. Normalka w tych rejonach. Głównie moją uwagę przykuł jej partner. Nie myślcie sobie, że było to nie wiadomo jakie ciacho. O nie totalnie przeciwieństwo takiego obiektu. Był to na serio obleśny facet, dość przy kości, który pożerał tę dziewczynę wzrokiem. A ona jak gdyby nigdy nic wiła się w okół niego i od czasu do czasu złączała swoje usta z jego. Ohyda.
Oddalałam się w stronę stolika, ciągle wpatrzona w ten nieprzyjemny widok, kiedy na kogoś wpadłam. Na pierwszy rzut myślałam, że to ściana. Serio, to było tak twarde, że masakra. Dopiero po chwili spostrzegłam, że ta ściana oddycha i emanuje ciepłem. Podniosłam do góry wzrok, jednak dokładnie w tej samej sekundzie zgasły światła. No pięknie- zaczyna się jakaś wolna piosenka a ja stoję oparta na jakimś kolesiu.
- Bardzo przepraszam. Zapatrzyłam się i..- nie zdążyłam nic dokończyć ponieważ "moja ściana" chwyciła mnie za nadgarstki i pociągnęła w stronę tłumu. Zaczęłam się wyrywać, jednak mój oprawca wzmocnił swój uścisk. Dopiero kiedy dotarł na sam środek, gdzie biło najjaśniej światło, przyciągnął mnie do siebie obejmując jedną rekom w tali, a drugą splatając swoją dłoń z moją. Dopiero teraz miałam w pełnej okazałości szyderczy uśmieszek mojego partnera.
- Jack...- wyszeptałam, ponieważ jego bliskość przyprawiała mnie o zawrót głowy. Miał na sobie czarną koszulkę, która idealnie opinała się na jego umięśnionym ciele. Włosy miał tradycyjnie w tym artystycznym nieładzie no i oczywiście ten uśmiech. Nogi miałam jak z waty i gdyby nie jego pewny chwyt, dawno leżałabym nieprzytomna na ziemi.
- Witaj Emily.- matko do tego ten głos....- Oddychał słonko. Chyba nie chcesz abym Cie tutaj reanimował.- przybliżył swoją twarz bliżej mojej. Dopiero teraz spostrzegłam, że przez dłuższą chwile wstrzymywałam oddech, dlatego nabrałam gwałtownie powietrza do płuc. W moich wysokich szpilkach, byłam tego samego wzrostu co on, dlatego patrzenie mu prosto w oczy nie sprawiało mi większego problemu. Widziałam w nich rozbawienie, ale i iskierkę podniecenia. Kiedy doprowadziłam swój oddech do porządku mogłam usłyszeć jaka piosenka się właśnie zaczyna. Była to jedna z moich ulubionych. 

 
Jack zaczął się powoli poruszać w rytmie muzyki, czym samy ja również byłam na to skazana. Jednak podobało mi się to. Jego bliskość. Jego uśmiech. Jego przenikliwe spojrzenie. Boże jeżeli zaraz mnie nie puści to się na niego rzucę.
- Ślicznie wyglądasz. -powiedział delikatnie muskając mój lewy policzek swoimi ustami. Z każdą chwilą coraz bardziej się rozmarzałam i nogi jeszcze bardziej się pode mną uginały.- Jednak te obcasy. Jesteś mojego wzrostu. Wole kiedy dziewczyny są niższe. Lubię nad Wami górować.- prychnęłam, jednak pod wpływem jego uśmiechu znów zaniemówiłam. Odsunął się trochę ode mnie dając mi w końcu swobodę ruchów. Jednak po chwili znów przyciągnął mnie do siebie i kierował moim ciałem w rytmie muzyki. Muszę przyznać- tańczył zarąbiście. Jego ruchy były takie pewne. Kiedy obracała mną bałam się, że puści moją rękę i wyląduję na podłodze albo w gorszym wypadku na jakimd obleśnie spoconym człowieku. Jednak nie. Jego chwyt był delikatny i bardzo pewny.  Po każdym piruecie wracałam w jego objęcie. Po chwili totalnie zatraciłam się w piosence, która tak kocham i nie byłam już bezwładna laką. Oboje z wielka pasją tańczyliśmy. Wpatrzenie w siebie nie zwracaliśmy uwagi na otaczających nas ludzi. Kiedy piosenka dobiegła końca, Jack przyciągnął mnie do siebie i szepnął do ucha:
- Nieźle tańczysz Johnson.- szeroko się uśmiechnęłam.
- Ty również całkiem dobrze, ale takiego mistrza jak ja nie pobijesz.- przewrócił oczami i pociągnął mnie w stronę stolika. Razem spędziliśmy resztę tego wieczoru. I był to chyba najlepszy w moim krótkim życiu.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Pozdrawiam,
Natalia G
xoxo
 


1 komentarz:

  1. Zajebisty ale za krótki kobieto! Zaraz się szkoła zacznie, a ty bd narzekała, że zaraz testy i czasu nie ma... no wieszzz ;__; Nathan :bdhehenebueskjw, Jack:jrbrbejsjlalamsmdbbdnsnsjsjsj proste i łatwe do zrozumienia hahah :D

    OdpowiedzUsuń